Weekend w Krakowie
Krótki wyjazd do Krakowa. Turystycznie! Od kilku lat od czasu do czasu przejeżdżam li tylko przez Kraków, albo kogoś lub coś odbieram ewentualnie zawożę. A tym razem było to miłe spotkanie z Mamą i przyjaciółmi oraz zwiedzanie, jak należy. I okazuje się, że zawsze odkrywa się się coś nowego. Ze względu na piękną pogodę była to także okolica Krakowa, czyli Lanckorona i Pieskowa Skała.
W Lanckoronie byłam pierwszy raz i myślę, że mogłabym się zakochać w jej uroku. Wszystkie okoliczności temu sprzyjały: pogoda, miłe towarzystwo, koloryt, jedzonko, nastrój, itp. Natomiast Pieskowa Skała to był wybór świadomy. Chciałam obejrzeć muzeum i nie zawiodłam się. Ekspozycja, choć ma typowy charakter muzealno-historyczny, jest przygotowana z pomysłem, gustownie i nie nachalnie. Ale i tak najlepiej zapamiętam kacie, których nie widziałam już chyba od stu lat.
A w drodze do Pieskowej Skały z Ojcowa szczerze polecam przyrożny bufet (chyba nawet nie ma nazwy), prowadzony przez dwóch chłopaków (podobno sami gotują, ale nie wiem), którzy podają cudowną kiełbaskę, kaszankę, gochówkę, kapustkę i wiele innych, prostych przysmaków. A jaką mają gadkę!
W Krakowie natrafiłyśmy akurat na festiwal folkloru (byli Węgrzy, a jakże, nawet dość licznie), Festiwal spowalniania czasu, Fabrykę Schindlera – jest wspaniale zorganizowana, i przede wszystkim cudzoziemcy mogą zrozumieć, o co w tamtych czasach chodziło, oraz na performance dzieciaków, które skrzyknęły się przez Internet i grasowały po Rynku, wyczarowując zupełnie nowe klimaty.
Kategoria: Świat