Polak potrafi…

październik 6th, 2012 by Małgosia

i zepsuć i naprawić. I to w jakim stylu!
W miniony czwartek – na jedną dobę –  na frontonie dówch okazałych budynków w centrum Budapesztu zawisł ogromnych rozmiarów baner.

Napis na nim glosił:
Gika, popełniłem największy błąd mojego życia, ale dzięki temu zrozumiałem co jest tak naprawdę ważne i jak wiele dla mnie znaczysz. Zrozumiałem, że tylko Ciebie potrafię kochać. Gdybyś mogła mi wybaczyć, to każdą minutę cierpienia zamienię w bezgranicznie szczęśliwe godziny, a każdą łzę w morze szczęśliwości.
Gika, czy potrafisz mi przebaczyć?
Jeżeli mi przebaczysz, to chciałbym, żebyś została moją żoną i matką naszych dzieci. Chciałbym Ci  wybudować dom w Górkach, albo gdzie tylko chcesz. Nadal chcę ci pokazać Bośnię, która jest tak piękna, jak Ty. Wiem, że to szaleństwo, ale mimo to, to jest moja najmądrzejsza i najbardziej przemyślana decyzja. Wiem, że nie jest jeszcze za późno. Wierzę w prawdziwą miłość i wierzę w cuda.
A czy ty chcesz w to wierzyć?

(i podziękowania dla znajomych)
polskie-przepraszam.jpg
Trzeba przyznać, że to dość nietypowy sposób załatwiania swoich spraw i przejaw wielkiej desperacji nadawcy tego komunikatu. Ale całej sprawie dodaje pikanterii fakt, że delikwent ten jest Polakiem. Jak podała prasa nazywa się Jan Przasnek i jest alpinistą przemysłowym. Chciałby naprawić swój błąd i odzyskać ukochanę Agi, Węgierkę. Były też podejrzenia, że to początek jakiejś kryptoreklamy, ale lokatorzy domu potwierdzili, że chłopak jest postacią autentyczną. Jakby nie było to iście polska fantazja. Ciekawe, co takiego przeskrobał, skoro porwał się na tak kosztowne i wyjątkowe przeprosiny.

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Forest, krótka historia

wrzesień 15th, 2012 by Małgosia

Poznaliśmy się nie dawno, jakieś trzy lata temu. Po prostu przyszedł i powoli zostawał, a ja dawałam mu nadzieję na nowy dzień karmiąc rano i wieczorem. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. O nie. Raczej wzajemne podpatrywanie i poznawanie. Po jakimś czasie nawet pozwolił się pogłaskać, a później czesać jego zmarniałe futro. Efekty było widać gołym okiem. Z zapuszczonego, osieroconego  – ale jednak gentelmena – stawał się całkiem ładny. Ale na bliższe stosunki jednak nie pozwalał, a ja nie nalegałam. Po jakimś czasie nasza znajomość spowszedniała i stała się rutynowa. Ja dbałam o zaopatrzenie, on pilnował domu i okolicy przed obcymi, a od czasu do czasu ucinaliśmy sobie małe pogawędki. Oprócz wykwintnego jedzenia lubił trzy rzezcy: ochłodę w bambusie, leżenie na stole i siedzenie na parapecie. Często siadał w oknie od strony tarasu  i obserwował, co się dzieje w domu (niekiedy wręcz wpatrywał się natrętnie czym mnie mocno krępował). I tak płynęły dni, aż jakieś dwa tygodnie temu zauważyłam coś niepokojącego. Bardzo schudchł i spuchł w okolicach brzuszka – choć apetyt nadal mu dopisywał i miał smutną minkę. Lekarz poradził podawać lek, ale niestety, nie pomógł. Dzisiaj – przy pomocy sąsiadki, która użyczyła sprzętu – pojechaliśmy do przychodni. Urocza młoda pani doktór nie zostawiła cienia nadziei. Jest nieuleczalnie chory i zostało mu już tylko kilka dni, które mogą być dla niego bardzo bolesne i pełne strachu. Musiałam podjąć decyzję, a chodziło przecież o czyjeś życie. Po kilkunastu minutach spokojnie zasnął, a potem odszedł do Krainy Wielkich Łowów. I w tym momencie okazało się, jak bardzo staliśmy się sobie bliscy. Opuszczony kiedyś przez niegodziwego człowieka zaufał mi w ostatnich latach swojego życia. Mam nadzieję, że było mu u mnie dobrze i bezpiecznie. Taka jest krótka historia Foresta. Kota, który dostał drugą szansę i, którego mam nadzieję, nie zawiodłam.
forest-na-posterunku.JPG

 my-name-is-forest.JPG

 forest-w-cale-okazalosci.JPG

Kategoria: Blog, Świat zawiera: 1 comment »

Fajny film wczoraj widziałam: Pride

wrzesień 14th, 2012 by Małgosia

PRIDE / Parada – to tytuł serbsko-niemiecko-węgiersko-chorwacko-słoweńskiego (uff!) filmu o trudnym temacie tolerancji w miejscu i czasach, które jeszcze odczuwają skutki wojny bałkańskiej. Reżyser opowiada o nienawiści i wręcz okrucieństwie wobec innych orientacji seksualnych – korzystając zresztą ze zużytych klisz, powtarzanych dość dosadnie, tak żeby widz nie miał wątpliwości, łopatą do głowy – w rubaszny, czasami obsceniczny sposób, taki po prostu bałkański. Zderza ze sobą dwie odrębne światy, a bohaterów wyposaża we wszystkie atrybuty, jakie kojarzą się nam z daną grupą. Zero finezji, i dlatego po jakimś czasie czułam zmęczenie tym nadmiarem. Natomiast z pewnością moja wiedza o południowych sąsiadach wielce się wzbogaciła (oby nie tylko w kolejne stereotypy). Tak więc zobaczyć było warto, ale wielkiego zachwytu brak. Natomiast bezsprzecznie jedna scena pozostanie mi na długo w pamięci. Główni bohaterowie (zbierani na tej samej zasadzie co 7 wspaniałych w znanym filmie Johna Sturgesa, również do obrony uciśnionych) trafiają do wsi w Kosowie, rządzonej przez lokalnego gangstera (czytaj: byłego żołnierza). Wszyscy mieszkańcy żyją z przemytu narkotyków dla stacjonujących tu wojsk amerykańskich, a kurierami są drapieżne ptaki. Szef pokazuje z dumą klatki z orłem, jastrzębiem, a w ostatniej siedzi sowa. – Co o na tu robi ? – pyta przybysz z Serbii. – No, ona jedyna robi na nockę – tłumaczy dealer.
pride_plakat.jpg

Kategoria: Blog, Yes, comment zawiera: no comments »

Jestem Polką!?

sierpień 26th, 2012 by Małgosia

Kilka dni temu uczestniczyłam w spotkaniu, podczas którego ktoś zapytał mnie, czy – skoro tak długo mieszkam na Węgrzech – to czuję się jeszcze Polką i czy mam wystarczająco dobrą wiedzę na tematy polskie. W pierwszym odruchu byłam zaskoczona, a nawet trochę oburzona (jakie to polskie!), jak można tak myśleć. Ale później pomyślałam, że po pierwsze nie ma w tym nic dziwnego (ten, kto pytał na stałe mieszka w Polsce), a nawet można zrozumieć intencje zawarte w tym pytaniu. Wielu naszych rodaków już po kilku miesiącach pobytu za granicą – głównie na Zachodzie – uważa się za tambylców i chętnie to podkreśla. Ale przecież swojego „ja” nie można zmienić, nie można wyzbyć się swojej przeszłości i mentalności. Nawet na potrzeby uzyskania takich samych praw, jakie mają tambylcy. I właściwie jestem wdzięczna za to spotkanie, ponieważ cała ta sytuacja uświadomiła mi, że byłam, jestem i zawsze będę Polką czasowo mieszkającą w Budapeszcie. A że czas jest długi, no cóż, tak wyszło. A wiedzę o sprawach polskich mam sporą, bo właśnie będąc dalej mój instynkt jest bardziej wyczulony i po prostu chcę wiedzieć, co się w Polsce dzieje. A w dobie internetu i telewizji satelitarnej jest dość proste. Tak więc pytanie: czy czuję się Polką uświadomiło mi, jak bardzo nią jestem, i jakie to jest dla mnie ważne.

Kategoria: Blog, Yes, comment zawiera: 1 comment »

Tanie latanie

sierpień 26th, 2012 by Małgosia

W ostatnim czasie skorzystałam z usług dwóch tanich linii lotniczych na trasie Budapeszt – Warszawa, i z powrotem. Nie będę podawała ich nazwy, żeby nie robić reklamy, ale każdy wie, o które linie chodzi. Jest to niezwykle pożyteczna usługa i cenowo atrakcyjna, ale…  Niski koszt musi mieć swoją cenę, a więc nie ma poczęstunku, prasy, odprawy biletowej (każdy sam drukuje sobie kartę pokładową), można bezkarnie mieć tylko 1 sztukę bagażu, nie ma rezerwacji miejsc, itp. A jeden z tych przewoźników zrezygnował nawet z podwózki autobusem z terminalu do samolotu. W Modlinie to nie problem, bo lotnisko jest malutkie i te kilkaset metrów to nie problem, ale w Budapeszcie… Był to niezapomniany widok, kiedy tabuny pasażerów – tych przylatujących i tych odlatujących – maszerowały po płycie lotniska wyznaczonymi trasami, w kierunku np. Warszawa albo Madryt. Istny exodus, szczególnie w okresie letnim, kiedy całe rodziny z dziećm, wózkami i podręcznymi pakunkami spieszyły, żeby zająć dobre miejsca. Taką właśnie sceną rozpoczyna się „Katyń” Andrzeja Wajdy. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego (chcesz tanio lecieć, to trudno)oprócz tego, że gdzieś zniknął niepowtarzalny klimat podróży samolotem, bycia pasażerem, czyli kimś szczególnym, lepszym. Kiedyś to było coś, a dzisiaj jest to jak jazda pociągiemna nie dość dalekiej trasie. Zresztą jak się dowiedziałam, to właśnie dawni podróżni koleją przesiedli się na samolot, na czym nasz narodowy przewoźnik w zasadzie nie traci, bo wysokie ceny płacą głównie ludzie w podróży służbowej. Ale jednak mimo wszystko brak tego całego obrządku i wyjątkowości latania.

Kategoria: Blog, Świat zawiera: no comments »

Dolce vita na zimno

sierpień 6th, 2012 by Małgosia

Jest w Budapeszcie taka cukiernia – co prawda na końcu świata, ale blisko mnie – w której są jedne z najsmaczniejszych lodów na świecie. Doskonałe są też torty i ciastka, ale są drogie i wielkie. Nie jestem specjalistką od lodów ani ich szczególną wilbicielką, ale za każdym razem zachwyca mnie wybór tych smakołyków. I to, że nie wiedzieć czemu, mimo dużych kolejek właściciele jakoś nie chcą usprawnić obsługi i poszerzyć miejsca. Dziewczyny, które tam parcują są przemiłe. Dwoją się i troją, i dają posmakować nieznanych smaków, ale cała operacja zdobycia lodów jest dość skomplikowana. Mimo wszystko jednak warto:)
vari-lody.jpeg

Ostatnio zapytałam ile smaków oferują i okazało się, że w aktualnej ofercie mają 63 smaki, ale w sumie kręcą lody w ponad 100 odmianach! Oto niektóre z nich:
ekstra czekoladowe, karmelowe, truskawkowe, waniliowe, imbirowo-rabarbarowe, melonowo-grejpfrutowe, cytrynowe, malinowe, lemonkowe, rypowe, pistacjowe, zielone jabłuszko, cynamonowe, tiramisu, Zserbó, marcepanowe, kawa arabska, rodzynkowe Aszu, czekoladowe z chili, wiśniow-makowe, twarogowe, złota trufla, ponczowe, brzoskwiniowa palinka, palinka śliwkowa, tapioka, kukurydziano-kokosowe, owoce leśne, jogurtowe, czekoladowo-miętowe, ser kozi, czerwone wino, czekoladowo-głogowe, cytryna marokańska, lato balatońskie, buraczane, czarny bez, porzeczkowe, jogurt indyjski, śmietankowo-figowe, bananowe, czekoladowo-wiśniowe, fistaszkowe, serowo-imbirowe, czekolada ze skórką pomarańczową, anyżowo-karmelowe, gruszkowe, Zacher, sernikowe, morelowe, Stefanka, daktylowo-bananowe, ryż z owocami, aloesowe, itd., itd.
I wszystki są doskonałej jakości i wybornych składników. I to czuć!
cukiernia-vari.jpg

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Fajny film wczoraj widziałam: Nietykalani

lipiec 30th, 2012 by Małgosia

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Sparaliżowany na skutek wypadku milioner zatrudnia do pomocy i opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia. Zderzenie dwóch skrajnie różnych światów daje początek szeregowi niewiarygodnych przygód i przyjaźni, która czyni ich… nietykalnymi. Najciekawsze jest to, że kalectwo jednego z nich wcale nie jest godnym litości stanem. Ich różnice kulturowe i wynikające z tego zawirowania każdemu z nich pokazują nowy świat i dają wiele dobrej energii, bo starają się zrozumieć i poradzić sobie w tych niecodziennych sytuacjach. I do końca nie wiadomo, który z bohaterów jest bardziej potrzebny temu drugiemu. Fajne kino na każdy stan ducha.
nietyklani.jpg

Kategoria: Blog, Yes, comment zawiera: no comments »

Pozytywne myślenie

lipiec 30th, 2012 by Małgosia

W lipcowej Gazecie wyborczej znalazłam takie oto zdjęcie, które za każdym razem, kiedy na nie patrzę, wprowadza mnie w doskonały nastrój:

panda.jpg

Podpis mówi sam za siebie. Czyż to nie jest piękne? I czyż nie przywraca wiarę w dobroć człowieka? Polecam każdemy, trzy razy dziennie przed i po jedzeniu, dla poprawy nastroju!

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Fajny film wczoraj widziałam: Hasta la vista

lipiec 22nd, 2012 by Małgosia

Niech nikogo nie zmyli latynoski tytuł. Chodzi o absolutnie belgijski film. Historia jest tak banalna, że aż strach i potwierdza zasadę, że pomysły leżą na ulicy. Młodzi chłopcy: Josef, Lars i Phillip uwielbiają wino i kobiety, a ich największym marzeniem jest utrata dziewictwa. Pewnego razu postanawiają wybrać się w podróż z Belgii do Hiszpanii (bez opiekuńczych rodziców), gdzie, jak się dowiedzieli istnieje specjalny dom publiczny dla takich przypadków, jak oni. Trzeba bowiem wiedzieć, że są niepełnosprawni – jeden niewidomy, drugi przykuty do wózka, a trzeci niemal całkowicie sparaliżowany. Jak można się domyślać nie efekt końcowy jest tu najważniejszy, ale logistyka całego przedsięwzięcia. W wyniku pewnych perturbacji dostaje im się nietuzinkowy kierowca – opiekun, też z poważnymi problemami. A i zakończenie nie może być całkowicie bezchmurne, bo wyprawa ma swoją cenę, ale warto próbować. Jak widać w tym sezonie niepełnosprawność doczekała się kilku sympatycznych (nie łzawych i pełnych litości) filmów. Hasta la vista trudno nazwać komedią. Raczej filmem sympatycznym, chociaż takiej kategorii oficjalnie nie ma, i potrzebnym. Szczególnie nam, sprawnym.
hasta-la-vista.jpg

Kategoria: Yes, comment zawiera: no comments »

Drobne pilnie poszukiwane

lipiec 22nd, 2012 by Małgosia

Sprawa jest maleńka, błaha i w zasadzie nie warta uwagi, a jednka nie dawała mi spokoju. Kilka dni temu byłam w Łodzi i rzuciła mi się w oczy jedna rzecz, która właściwie była zawsze. W zasadzie bez wyjątku, w każdym polskim sklepie podczas płacenia pada pytanie, czy mam końcówkę sumy. Czasami są to grosze, a czasami klika złotych. Powiedziałam o tym przyjacielowi, który się zamyślił i powiedział, że już  mu na to zwróciła uwagę koleżanka z Belgii. Często starałam się zapytać kasjerów, dlaczego tak robią, ale rzeczowej odpowiedzi nie dostałam (tylko jedna pani powiedziałam: a co ja mam biegać rozmieniać, niech kupujący się postara). Dumnie powiedziałam więc znajomym, że na Węgrzech takie rzeczy się nie zdarzająa. A przynajmniej nie na taką skalę. I tak naprawdę nie nadal wiem, dlaczego tak się dzieje. Po powrocie do Budapesztu byłam na zakupach na rynku i wszyscy sprzedawcy bez wyjątku prosili o końcówkę ceny. Nie wierzyłam swoim uszom! Może to kolejna oznaka globalizacji.

Kategoria: Yes, comment zawiera: no comments »