luty 10th, 2013 by Małgosia
Już kiedyś pisałam o zwyczajach komunikacyjnych Węgrów, a głównie o ich umiłowaniu do stania przy drzwiach. Od 2 czy 3 lat rozwija się projekt zmieniania przyzwyczajeń i nauka wsiadania pierwszymi drzwiami. (Tak jest np w Londynie.) Teraz te zmiany dotarły do „mojego”, lokalnego autobusu i muszę przyznać, że organizacja zrobiła na mnie wrażenie. Przez 7-8 dni (przed wprowadzeniem tego zwyczaju i zaraz po) w autobusach dyżurowali pracownicy MPK (BKV), po dwóch, i cierpliwie tłumaczyli, że od teraz wsiadamy tylko przednimi drzwiamy, a wysiadami pozostałymi. Naprawdę się napracowali. Na dodatek przy wejściu trzeba pokazać bilet miesięczny lub pojedynczy, a dyżurni to na ogół potężni faceci, którzy zasałaniają całe wejście, więc o jeździe na gapę nie ma mowy. Potem bilety będzie sprawdzał kierowca. No ta, wszystko byłoby w porządku, gdyby nie te przyzwyczajenia stania przy drzwiach. Łatwo można sobie wyobrazić jak to teraz wygląda (mam nadzieję, że tylko czasowo): ludzie wsiadają i nie bardzo chcą przechodzić dalej. Nawet nie siadają na wolne miejsca – a byłoby luźniej – tylko okupują przejście przy drzwiach i teraz – razem z dyżurnymi – tworzą zaporę trudną do pokonania. Mam nadzieję, że jednak zdrowy rozsądek zwycięży i wsiadanie przestanie przypominać przepychanki, jak w czasach kartek w Polsce.:)

Kategoria: Gosia, Yes, comment zawiera: no comments »
styczeń 22nd, 2013 by Małgosia
Ile Polski na Węgrzech? Ostatnio z wielkim zadowoleniem zauważyłam, że jest na Węgrzech firma obuwnicza CCC z doskonałymi butami Lasockiego. Między innymi w Pólus Center i w Soroksar oraz Dunakeszi (na ogół razem z Tesco). Super! Fajnie jest wejść do sklebu a z plakatu patrzy na ciebie Oliwier Janiak i Anna Przybylska. Piękne plakaty i dobre buty. I o to chodzi.
Kategoria: Apolonia W., Świat zawiera: no comments »
styczeń 22nd, 2013 by Małgosia
Tak, dokładnie siedmiu. W doskonałej parodii filmów akcji autorstwa Martina McDonagha. Co jest atutem tego filmu? Przede wszystkim dialogi, postaci i klimat. Irlandzki reżyser śmiało obrabia typowy amerykański gatunek z udziałem doskonałych aktorów, którzy – i to widać jak na dłoni – bawią się tą konwencją równie dobrze, jak widzowie. Samej historii nie ma co opowiadać. To trzeba zobaczyć. Tym bardziej, że jeden z bohaterów ma na nazwisko Kieślowski, Hans (!) Kieślowski. A do tego ma żonę Murzynkę i trudni się kidnapingiem psów, które zwraca właścicielom za godziwą nagrodę. Niestety, jego niespełna rozumu partner porywa ukochanego psa bezwzględnego gangstera i zaczyna się jazda po bandzie. Ogólna jatka nie przeszkadza, bo okraszona jest doskonałymi dialogami, które pomagają prowadzić historię w klimacie komedii. Jednak europejski reżyser, to europejski reżyser (nawet mimo drobnej kpiny z europejskich filmów). Zgadzam się z krytykami, dla których ten film to połączenie kina Tarantino i braci Cohen. A nawet więcej.

Kategoria: Gosia, Yes, comment zawiera: no comments »
styczeń 7th, 2013 by Małgosia
Trzy obrazki z naszego życia codziennego Anno 2013:
1. Jadę rano tramwajem. wsiadają dwie młode dziewczyny z kawá od MC. Stają obok siedzącej starszej pani i śmieją się wesoł. Po chwili starsza pani mówi im: A z czego wy się tak śmiejecie? I w ogóle to nie wolno wsidać do tramwaju z kawą. Dziewczyny się mocno zdziwiły. A pani dalej: czy nie widzicie, ż ktoś moż mieć ochotę na taką kawę, ale go na to nie stać?
2. Wesołe, młode towarzystwo jedzie kolejnką podmiejską. Ktoś zwraca im uwagę: a co macie takie dobre humory? Ludziom dzisiaj nie jest do śmiechu. Nie trzeba pokazywać, że komuś jest wesoł.
3. W kawiarni w miejscowści wycieczkowej Dobogókő kilka dziewczyn wchodzi na herbatę przy okazji oglądają gazetkę ścienną z opisem miejsca. Komentują róże rzeczy. Podchodzi właściciel i pyta co im tak do śmiechu. Trzeba umieć czytać między wierszami, to nie będzie tak wesoło. Jak to? – pytają dziewczyny. A tak to – opdpowiada dobrze zbudowany Węgier w sile wieku. Przecież ogólnie wiadomo, że Żydzi gnębią Węgrów, tak, jak Chińczycy Tybetańczyków. I stąd całe zło i nieszczęście.
Pozostawiam to bez komentarza.
Kategoria: Gosia, Świat zawiera: no comments »
styczeń 6th, 2013 by Małgosia
Tym razem była to szwedzka wersja – a właściwie kombinacja – dwóch filmów amerykańskich: Tootsi (1982) i Pani Doubfire (1993). Bardzo zgrabna, osadzona we współczesności i warunkach skandynawskich historia ojca bogatej, ustabilizowanej rodziny (główny bohater ma dopiero 37 lat!), pilota, który nagle traci pracę i rodzinę. Głópia żona, która chyba od dawna czekała tylko na okazję, odchodzi od bezrobotnego z nieidomym synkiem. A że skandynawski sytem opieki rodzicielksiej jest bardzo surowy ojciec nie tylko musi znaleźć pracę, ale i mieszkanie w zacnej dzielnicy Sztokholmu. W tym czasie była żona znajduje sobie nowego sponsora w wieku własnego dziadka, ale za to bardzo majętnego. Oczywiście pracy dla pilotów brak, ale zdesperowany młody człowiek o imieniu Valle zgłasza się jako pilotka do tanich linii lotniczych, które chcą być poprawne politycznie i przestrzegają kwot na zatrudnianie kobiet. Robotę dostaje, a my już wiemy, że będą kłopoty. Szczególnie kiedy pojawia się przepiękna koleżanka z pracy i drugi pilot, któremu jak wieść gminna niesie, żadna się nie oparła. Valle jako Maria jest badrzo atrakcyjny, a o koleżance z parcy okazuje sią, że jest bisex i właściwie kobiety też ją pociągają. Warto tu wspomnieć o zapleczu rodzinnym bohatera: siostra jest wojującą feministką, nieudolną pisarką szukającą temeta do książki, którą ma lada chwila oddać, ale jeszcze nie napisała ani słowa, i która facetów ma za nic, a właściwie jeszcze gorzej. Valle wprowadza sią do niej, bo nie ma wyjścia, ale doznaje wielu upokorzeń. jest też matka, ktąra po latach okazała sią lesbijką i właśnie szykuje się do własnego ślubu, ale przepbranego syna, którego też ma za nic, nie rozpoznaje, natomiast absolutnie akceptuje jego damskie wcielenie, czyli Marię. Członkowie rodziny i znajomi są dla siebie niemili, wręcz odnoszą się do siebie ordynarnie. Cała ta menażeria wydaje się nie być niczym nadzwyczajnym dla otoczenia. Pełna tolerancja. Punktem zwrotnym w tej historii jest jednak fakt, że Valle – Maria nie sprawdził się zawodowo. Spanikował w trudnej sytuacji i okazał się kiepskim pilotem. najpierw wykorzystał tę sytuację na swoją korzyść, ale kiedy szydło wyszło z worka musiał się do wszystkiego przyznać. I wtedy, chociaż wszyscy się odsunęli, zaczął się zachowywać jak prawdziwy facet. Naturalnie nie obyło się bez wyjaśnień i problemów, ale potem żyli długo i szczęśliwie.
Właściwie można by uznać Cockpit ( w węgierskim tłumaczeniu: Pomadka, latanie itd.!) za sztampową, ograną historyjkę. Ale ten film ma jakiś urok, nie jest nachalny i do końca pozostaje lekki powiew cudownej Skandynawii.

Kategoria: Gosia, Yes, comment zawiera: no comments »
grudzień 24th, 2012 by Małgosia
Dziś Wigilia, czyli uwertura do świętowania. Tak naprawdę, to najbardziej oczekiwany wieczor w roku. I przez dzieci, i przez dorosłych. Można być wierzącym, lub nie, można pielęgnować tradycje, lub nie, to jednak ten dzień mobilizuje do większych przygotowań i miłego stosunku do bliskich i dalekich. Dla niektorych nie oznacza niczego szczegolnego, ale dla nich trzeba mieć trochę więcej, niż na codzień, serca.
Jeżeli ktoś czasami odwiedza tę stronę, to tym osobom właśnie życzę mądrości życiowej, umiejętności słuchania, a nie tylko mowienia. Talentu odczytywania sygnałow, jakie dają nam nasi bliscy, a my nie zawsze właściwie je odczytujemy. Zatrzymania się na chwilkę w tym codziennym biegu i chwili refleksji, po co to wszystko. Dokąd tak pędzimy i czy warto. Czy codzienny młyn jest naszym sposobem na życie, czy może wymowką, bo tak łatwiej. Czy kilka minut poświęconych drugiej osobie nie jest warte więcej, niż nam się wydaje? Wkrotce możemy nie mieć możliwości kontaktu, i wtedy mowimy, jaka szkoda, że tylu ważnych rzeczy nie powiedzieliśmy. Chociaż mogliśmy. Niech nam będzie lżej znosić trudności i pokonywać przeszkody. Nie wszystko, co nas niszczy musi nas wzmocnić. Czasami tylko trzeba zapamiętać, co zrobiliśmy nie tak, żeby tego nie powtarzać. No i oczywiście życzę pokoju na świecie.

Kategoria: Blog zawiera: no comments »
grudzień 23rd, 2012 by Małgosia
Ostatnimi czasy Właścieiwe to się nie powodzi. Widać to jak na dłoni. W minionym tygodniu zorganizowano kilka spotkań przedświątecznych wśrod Polonii. Niektore odbyły siŁ w te same dni, tylko o rożnych godzinach. I byli tacy goście, ktorzy wychodząc z jednej wigilii na drugą, żeby zdążyć musieli wyjść przed czasem, ale przecież należało im się coś z wyszynku, więc brali sobie małe co nieco na drogę. Napychali kieszenie i torby, żeby nic ich nie ominęło. Rekord pobiła pewna dama, ktora na drogę chciała zabrać trochę bigosu, ale że nie było naczynia, znalazła więc butelkę po wodzie mineralnej, obcięła nożem szyjkę i poprosiła kucharza, żeby nałożył jej smakowitego bigosu. Kucharz był tak zdziwony, że nawet nie oponował. Pani tak, dobrała sobie jeszcze kilka bułeczek i cała zadowolona pomknęłna na kolejne spotkanie wigilijne. Takie nastały czasy.
Kategoria: Gosia zawiera: no comments »
grudzień 15th, 2012 by Małgosia
Ostatnio byłam w Pradze w kwietniu 2011 roku. Teraz, pod koniec listopada 2012 przydażyło mi się to po raz kolejny. I całe szczęście. To miasto, i ludzie, zawsze mają na mnie doskonały wpływ. Tak, od momentu przyjazdu aż do wyjazdu, a czasami nawet i potem. Znowu nie oddałam się tradycyjnemu zwiedzaniu – chociaż moje ścieżki kilka razy przecięły się z turystycznymi szlakami, ale inaczej się nie da. Niestety, nie umiem opisywać atmosfery Pragi tak jak Mariusz Szczygieł, więc nawet nie probuję. Mogł zaoferować jedynie garść impresji.
Nie samym centrum miasta żyją. Tym razem – przez przypadek, bo nie zdążyłam przed zamknięciem cmentarza żydowskiego na Ziżkowie, gdzie jest pochowany Kafka – przeszłam całą główną ulicą dzielnicy Vinohrady. Fajnie, bo było z górki i całkiem inaczej. Na dowód dwa zdjęcia z tej okolicy:
I już się chce wejść na widok takich sympatycznych zwierzakow! Prosiaczki stoją oczywiście nad wejściem do tej miłej gospody.
A to są wejścia do damskiej i męskiej toalety (szeroko otwarte) w starej hali handlowej przerobionej na małą galerię. Fascynujące!
A to prośba do przechodniow. Zadne zakazy, jedynie prośba na przejściu.
Jestem pod wrażeniem komunikacji miejskiej. Dopiero teraz zauważyłam, że w środmieściu kursują tylko tylko tramwaje, a autobuzy dowożą pasażerow z dalszych dzielnic do pętli tramwajowych. Jeżdżą gęsto, cicho, czysto i są bardzo ładne. Szczegolnie te najnowsze modele.
W knajpach i kawiarniach nadal można palić! To niesłychane, ale z powodu dymu musiałam wyjść z pewnego klubu, bo nie mogłam wytrzymać dymu. Owszem, są sale dla niepalących, ale miałam wrażenie odwroconych proporcji, niż w Polsce lub na Węgrzech. To palący są w większości i tyle. Zresztą pod pojęciem palący mam na myśli tych, ktorzy wszystko palą. Ale jak słyszałam, już niedługo i tutaj nastaną unijne porządki. A może nie?
A propos palenia, to przypomniała mi się nałogowa palaczka, Wisława Szymborska. A poniżej jedno z jej ulubionych miejsc w Pradze. I ja ją rozumiem.

Kategoria: Gosia, Wycieczka zawiera: no comments »
grudzień 2nd, 2012 by Małgosia
Zastępczy, bo miało być o Pradze, ale czekam na zdjęcia i o Pradze będzie później.
Od dawna fascynowało mnie w języku węgierskim tworzenie czasowników od rzezcowników. Jest to bardzo prosty zabieg i jeżeli zna się trochę rzeczowników węgierkich, to przy odrobinie fantazji można całkiem fajnie się dogadać. Najprostsze to oczywiście tak oczywiste sformułowania, jak: „kávézni” – czyli pić kawę, od kávé czy np. „angolozni” – uczyć się angielskiego. Dawniej robiłyśmy sobie z koleżankami żarty i tworzyłyśmy sobie do woli, co tylko chciałyśmy. „Krumpliztunk” – czyli gotowałyśmy kartofle, „zokniztunk” – czyli zakładałyśmy skarpetki, itp. Ale wczoraj usłyszałam od mojej znajomej Węgierki coś zupełnie fascynującego. Po wspólnej kolacji zapytałam, czy idzie do domu, a ona odpowiedziała, że nie, bo będzie „Lacizni”, czy lidzie do swojego przyjaciela Laciego, i … I tutaj każdy może sobie samo dopowiedzieć, co będzie robiła.
Kategoria: Yes, comment zawiera: no comments »
październik 7th, 2012 by Małgosia
Właściwie nie oglądam węgierskiej telewizji, bo nie mam na to ani czasu ani ochoty. Jednak kilka dni temu, w jednym z programów celebrycko-newsowym miał być szokujący materiał o dziewczynie więzipnej przez rok w piwnicy przez swojego partnerua, i brutalnie wykorzystywanej. I to w jednej z lepszych dzielnic Budapesztu. Materiał robił Andras, więc pomyślałam, że zobaczę. I faktycznie było to wstrząsające. Ale między kolejnymi tematami była ogłoszona sonda telefoniczna z nagrodami. I tu dopiero przeżżyłam szok. Do wygrania były wejściówki na międzynarodowe targi oraz talon o wartości 5 tysięcy forintów (ok. 8˛zł.) do jednego z „salonów” firmy Hada. I dostałam ataku śmiechu, czego Andras nijak nie rozumiał, bo nie bywa w sklepach. Hada to największa sieć sklepów z… używaną odzieżą i galanterią. Nie jestem sobie w ogóle wyobrazić takiej sytuacji w Polsce. I nie mam nic przeciwko firmie Hada, sama z niej kiedyś skorzystałam, ale to już chyba przesada pod każdym względem. Jeżeli ktoś kolekcjonuje różnice między Polską a Węgrami, to może śmiało skorzystać z tego przykładu. Takie są dzisiejsze Węgry, lekko spsiałe.
Kategoria: Świat zawiera: no comments »