Bem – wzloty i upadki

marzec 4th, 2009 by Małgosia

 bem-11.jpg
Józef B. pilnuje swojego portfela.

Tytułowe „wzloty” dotyczą własnego życia generała Bema, upadki, niestety, życia pogrobowego, jakie zafundowalo mu Stowarzyszenie jego imienia. Ostatnimi czasy odbyło się walne zebranie tej najstarszej, najliczniejszej i najbardziej zasłużonej polskiej organizacji, na które w sumie przyszło… 28 osób. Gratulacje dla organizatorów! A może o to właśnie chodziło? Przyjdzie mniej osób to i opór materii będzie nieznaczny. A zresztą jak powiedzieli sami zarządzający: po co ludziom mieszać w głowach, muszą przyjąć, że dobrze jest, jak jest i koniec. cała ta sytuacja kojarzy mi się z własnym folwarkiem, choć nigdy folwarku z bliska nie widziałam. No, to teraz mam okazję. Po co się tłumaczyć z miernoty własnego nicnierobienia, z trwonienia publicznych pieniędzy, z lekceważenia członków. I niech nikt nie ma odwagi się zapytać. (I tak usłyszałby jedyną ulubioną odpowiedź zarządu: tak jest i koniec. Ja sama  przez 8 lat próbowałam dowiedzieć się, ilu Bem ma członków i zawsze dostawałam kosza. To jak tu dowiedzieć się, po co kupili ten cały sprzęt, z którego nawet NASA by się cieszyła, a jednak nie było na czym wydrukować raportu komisji rewizyjnej.) Ja pomijam wiele braków: członków, programu dla ludzi, współpracy z innymi, itp. Ale nie mogę się zgodzić na trwonienie publicznych – polskich i węgierskich – pieniędzy. Na nabieranie mniej zorientowanych i wyciąganie ciepłej rączki po fundusze Wspólnoty Polskiej i, co gorsze, Fundacji Pomocy Polakom na Wschodzie. Czy dla tych – powiedzmy z nawiązką – 50 osób w Bemie potrzebne są te miliony? Czy składanie wieńców i pseudokonferencje zasługują na tak wielkie zaangażowanie finansowe, i to w dobie poważnego kryzysu? Czy mydlenie oczu polskim władzom koniecznością spełniania misji nigdy sią nie skończy? A przecież polskie władze mają swoich reprezentatów na Węgrzech, ale jak widać mają oni inne wytyczne i chyba na braki kasy nie narzekają. Daj Bóg każdemu…

A-Polonia W.

Kategoria: Apolonia W. zawiera: 4 komentarze »

10 rzeczy, które lubi kręgosłup

luty 15th, 2009 by Małgosia

1.      Zawsze stój z lekko zgiętymi kolanami.
2.      Nie patrz na ziemię kiedy siadasz.
3.      Kiedy siedzisz, przechyl miednicę do przodu.
4.      Nie nachylaj się nad wanną, gdy myjesz włosy. Lepiej usiądź w wannie.
5.      Bierz kąpiel z solą.
6.      Nie noś plecaka na jednym ramieniu, ani poniżej łopatek.
7.      Kucaj zamiast się schylać.
8.      Kiedy tylko można poklep plecy na wysokości nerek.
9.      Raz dziennie spójrz na niebo nad głową, i na ziemię pod nogami.
10. Nie odchudzaj się!

Na zdrowie!

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Kino bez wody

luty 5th, 2009 by Małgosia

I znowu wybrałam się na rozdanie nagród na węgierskim festiwalu filmowym (Magyar Filmszemle). A przecież wiem, że na ogół jest to dość nudna uroczystość, ale co tam, można spotkać wielu fajnych znajomych i to się liczy. (W Gdyni zakończenie festiwalu może się równać z galą oskarową, w Budapeszcie wybierają program minimum. Obie te opcje są dość dziwne, bo nie są nasze własne, lecz teatralne. Z tym tylko, że ta mocno przesadzona gala polska ma jednak posmak święta kina i ludzi, którzy się sporo natrudzili i zostali wyróżnieni.) Tym razem nie było nudno, było żenująco. Przede wszystkim facet, który prowadził (później dowiedziałam się, że był to András H., znany showmen, coś jak Szymon M. i Kuba W. w jednym) pojawił sią w starym podkoszulku, co nie byłoby jeszcze niczym nadzwyczjanym (praiwe wszyscy nagrodzeni wybrali ten styl), ale niestety zabawiał zgromadzonych słowem. Owszem, spora część publiczności bawiła się pysznie, ale na twarzach ludzi ze słuchawkami (goście zagraniczni) widać było raczej zdumienie. Bo kogo obchodzi jego trudne dzieciństwo, grzebanie w szambie i kłopoty w przedszkolu. Ale mnie zastanowiło to, że zaczął od słów: jest to uroczystość przegranych, bo tych jest zawsze więcej. Wyobrażam sobie, jak się poczuli artyści, czekający z przejęciem na wersdykt. I pomyślałam sobie, że właśnie to jest największa różnica między nami. W Gdyni – nawet jeżeli entuzjazm jest mocno udawany i w gruncie rzeczy życzymy konkurencji wszystkiego najgorszego – to jednak świętujemy nagrodzonych i cieszymy się z ich sukcesów. Jest to w końcu święto narodowego kina. A tutaj od razu żałujemy przegranych.No, ale gala nie ograniczyła się tylko do tego indywiduum. Byli nagrodzeni, którzy mimo wszystko spontanicznie i szczerze cieszyli się z nagród. Szczególnie uradował mnie sukces (główna nagroda) filmu Arona Matyassyego, bo znam tego ambitnego, obiecującego, skromnego i uroczego chłopaka. Nawet film „1” dostał trzy nagrody, w tym za zdjęcia, których autorem jest Máté, były student łódzkiej filmówki. Brawo!  Zresztą tegoroczne szemle należało do debiutantów, którzy w przeciwieństwie do polskich mistrzów kina są naprawdę młodzi.
Wyszynk, czyli podkładka do luźnych rozmów był delikatnie mówiąc skromniutki, ale szczytem było to, że organizatorzy nia zamówili napoi bezalkoholowych (już nie ma kierowców i nie daj Boże niepijących na tym świecie!), ale na samym środku bankietu był bufet i mogłam sobie kupić wodę mineralną za 300 forintów. Może jestem drobiazgowa? Być może, ale od razu zmieniłam zdanie o naszym małych cateringach w pracy.

aron.jpg
Aron, przed którym jest wielka przyszłość.

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Rodzina

styczeń 19th, 2009 by Małgosia

W ostatnią niedzielę, 18 stycznia zdarzyła się rzecz dość niezwykła, choć z pozoru niewielka. Spełniło się czyjeś marzenie i ponad 60 osób mogło obejrzeć efekt długotrwałej pracy . Grupa teatralna Zebra, którą stworzyła od podstaw Maria Felföldi pokazała swoje umiejętności w przedstawieniu – a właściwie wieczorze literackim – pt Rodzina. Być może nie można jeszcze mówić o zgranej grupie teatralnej, bo do tego potrzeba więcej wspólnych doświadczeń, ale wydarzenie takie nie miało ostatnio sobie równych. Dzięki uporowi, ciężkiej pracy, zaradności i niewątpliwych zdolności organizacyjnych „dyrektorki” kilka osób pokazało się przed własną publicznością od całkiem nowej strony. Niby nic, prawda? Ale ja wiem, ile ich to kosztowało. A wypadło całkiem, całkiem. Tak więc wielkie gratulacje dla Marii, bo to ona była spiritus movens tego przedsięwzięcia. I niech nikt nie proóbuje kłaść jej kłód pod nogi, ani ucinać głupimi pomówieniami skrzydeł! Dziewczyna dała tak wiele radości tylu ludziom oraz nadzieję, że to nie była jednorazowa akcja, że chapeau bas!!! Mam nadzieję, że ona też tak widzi. A tak na marginesie: Spinoza staje się powoli naszym miejscem, i to bardzo dobrze. I dla porządku podaję osoby, które tego wielkiego zadania dla małej społeczności się podjęły (w kolejności pojawiania się na scenie):

Emil Celichowski, Mikołaj Okolicsányi, Monika Piwowarska, MIlena Wartecka, Grażyna Varga, Agnieszka Kiss Piotrowska, Abel Bukkfalvy, Elżbieta Borzon, Anna Okolicsányi Czubowska i Monika Wróbel. Tekst: Jeremi Przybora. Reżyserował Tomasz Piasecki przy współpracy Marii Felföldi.

Raz jeszcze wielkie brawa i oby tak dalej!

P.S.: I kto to mówił, że Maria rozbija Polonię?

Kategoria: Apolonia W. zawiera: no comments »

2-języczność

styczeń 11th, 2009 by Małgosia

Dwujęzyczność odświeża umysł

Naukowcy z kanadyjskiego uniwersytetu York przebadali 104 osoby, i stwierdzili, że ci, którzy swobodnie komunikują się w dwóch językach są umysło bardziej sprawni od tych, którzy posługują się w życiu codziennym tylko jednym językiem. Według ich publikacji dwujęzyczność może być obroną przed demencją starczą a jasny umysł chroni przed sklerozą. Naukowcy pod kierunkiem Elle Bialystok badali zasób słów, zdolności myślenia niewerbalnego i czas reakcji. Połowę ochotników stanowili kanadyjczycy, którzy posługują się jedynie językiem angielskim, a druga połowa, to były osoby pochodzenia hinduskiego, posługujące się także językiem tamilskim. Uczestnicy eksperymentu posiadali podobne zaplecze socjologiczne: należeli do wyskowykształconej klasy średniej. Osoby dwujęzyczne szybciej udzielały odpowiadzi w każdej grupie wiekowej i osiągały lepsze wyniki w każdym teście. Stwierdzono, że prawdopodobnie drugi język ojczysty nauczony w dzieciństwie pomaga w tym, aby lepszy był stan kognitywny danej osoby w wieku późniejszym. Jednak do pełnego udowodnienia tej tezy potrzebne są dalsze badania.

Myślę, że może to służyć jako inspiracja dla tych rodziców, którzy mają jeszcze wątpliwości, czy warto uczyć dzieci od urodzenia obu języków.

Kategoria: Świat zawiera: 1 comment »

Spotkanie po latach

styczeń 11th, 2009 by Małgosia

Minione święta zapadną mi w pamięć na długo. Powodów jest wiele. Byliśmy bez Andrása u mojej rodziny nad morzem; była też ciocia Hanka i Romcia; zaraz po świętach był ślub i wesela Magdy i Piotra, na które zjechało się wielu członków rodziny z całego świata. Prawdopodobnie była to ostatnia okazja do takiego spotkania. (A do tego nad naszym ulubionym morzem, które nawt zimą – amoże najbardziej zimą – urzeka swoją urodą.) A najważniejsze, że Mama miały przy sobie swoich najbliższych (swoje siostry) i była po prostu szczęśliwa. Niektórych kuzynów zobaczyłam po 30 i więcej latach, a niektórych dopiero po raz pierwszy. A co dopiero mówić o ich partnerach lub dzieciach. Zabawa była przednia, panna młoda śliczna, pan młody szarmancki, towarzystwo doskonałe. Ciekawe, czy jeszcze kiedyś zobaczę moich dalszych bliskich?Czy stać nas będzie na podtrzymanie świeżo odnowionych kontaktów?  Jeżeli bądzie to dla nas ważne, to myślę, że się uda. Jeżeli natomiast uznamy, że dobrze jest, tak jak było, to znaczy, że nie ma tkiej potrzeby. Co wygra?

rodzina-1-m.jpg 

rodzina-2-m.jpg

kuzynki-1-m.jpg

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Listopad. Inni zmarli.

listopad 17th, 2008 by Małgosia

Piękny jest obyczaj opieki nad grobami Polaków w Budapeszcie, porządkowania, a potem składania kwiatów i zniczy. Ktoś może posądzić mnie o zaczątki groźnej paranoi, ale naprawdę nie rozumiem. Dlaczego w sprawozdania na stronie internetowej węgierskiej Polonii są wyliczone organizacje (czytaj: osoby), które miały w tym dniu i o tej godzinie inne plany, być może stokrotnie ważniejsze. Czytałam – niestety, o wiele razy za dużo – o tym, kto był obecny na jakiejś imprezie, ale pierwszy raz przeczytałam listę nieobecnych, a przecież ci ludzie jeszcze żyją. (Szkoda, że to tradycyjne i tak bardzo polskie spotkanie na kwaterze peszteńskiego cmentarza, będącą symboliczną polską nekropolią narodową na Węgrzech, zostało w tym roku zupełnie niezauważone przez niemal wszystkie budapeszteńskie dzielnicowe samorządy mniejszości polskiej, a również przez Samorząd Stołeczny. Czyżby zapomniano, iż nie ma przyszłości bez przeszłości?).

Kategoria: Apolonia W. zawiera: no comments »

Listopad. Nasi zmarli.

listopad 17th, 2008 by Małgosia

Jak co roku na dzień Wszystkich Zmarłych pojechalam do domu. Tym razem z Grzesiem i była to jedna z piękniejszych – jeżeli nie najpiękniejsza – podróż do Łodzi i samo tam bycie. Było nam bardzo dobrze, Mama bardzo szczęśliwa, pogoda cudna, jedzenie wspaniałe. Oczywiście jak zwykle, przed świętem Mama była bardzo zatroskana, czy nasze groby będą najpiękniejsze. Oczywiście, że zawsze są i nie ulega to wątpliwości. Ale kiedyś starałam się ją o tym przekonać, a dzisiaj pozwalam na te nerwy, bo widzę, jak ta adrenalina jest jej potrzebna. Po prostu w ten sposób czuje się bliżej „naszych chłopaków” – jak mawia – i tyle może dla nich zrobić.

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Wiedeń-październik

październik 27th, 2008 by Małgosia

23 października zaplanowaliśmy wyjazd do Wiednia. Dzień był ciężki i chłodny, ale głównie zamierzaliśmy obejrzeć wystawę Van Gougha w muzeum Albertina (www.albertina.at). Dobrym pomysłem było wykupienie biletów przez internet. Z jednej strony uniknęliśmy stania w kolejce, a po drugie był to taki nowoczesny gest. Oczywiście zwiedzających była cała masa; z różnych stron Europy. Tłoczyli się niemiłosiernie, aż trudno było przechodzić. Malarstwo Van Gougha oglądałam dwa lata temu w Amsterdamie, ale tym razem był to pierwszy wyjazd z Grzesiem i Dianą. I, co zawsze mnie dziwi, znowu zobaczyłam coś nowego: niebieskie obrazy namalowane pod koniec życia, przypominające łamigłówkę. potem pozwoliliśmy sobie na obejrzenie innych sal i niemałą niespodzianką była część kolekcji małżeństwa Baltiner. Mieszczą się w nij i Monet, i Picasso i Chagall, ale także – i to było dla mnie odkryciem – awangarda rosyjaska z początku ubiegłego wieku. Warto było. Po uczcie dla ducha pozwoliliśmy sobie na spacer (z częstym wchodzeniem do sklepów głównie z powodu zimna) oraz obiad i w drodze powrotnej krótki przystanek w Parndorfie. Ale bez szaleństw, wręcz skromnie. Fajny, miły wyjazd, który należałoby powtarzać od czasu do czasu.

gough-11.jpg

Kategoria: Wycieczka zawiera: no comments »

Dodatek do gulaszu

październik 17th, 2008 by Małgosia

Nie mogę sobie odmówić zacytowania powiedzonka, które usłyszałam dzisiaj od Eli: Jaka jest różnica między Polakiem a Węgrem? Kiedy Polak wstaje rano lewą nogą, wypija setkę i idzie naprawiać świat. Kiedy Węgier wstaje lewą nogą, wypija setkę i idzie się powiesić. Ot, i cała filozofia!

Kategoria: Blog zawiera: no comments »