Po Pécsu

październik 17th, 2008 by Małgosia

Byłam w Pécsu. Pojechałam autem na festiwal Moveast. Pogoda była piękna, świetnie się jechało. Sam festiwal – skoro jest przeglądem filmów debiutanckich – jest dla ludzi młodych i tych było najwięcej. Oprócz filmów była masa dodatkowych programów, głównie muzycznych oraz balangi do rana. Ja, niestety już w nich nie biorę udziału, bo nie. To już nie mój świat. Ale tylko przy takiej okazji oglądam filmy chorwackie, ukraińskie, serbskie, itd. I jest to zupełnie niezwykłe doznanie. Pokazują świat dość egzotyczny, a jednak bliski i zrozumiały, dla mnie, osoby z tej samej części Europy. Nie dziwi mnie, że jeden z członków jury, krytyk angielski, miał problemy z odczytaniem niektórych filmów. On po prostu nie jest stąd. Dla niego opisana wojna na Bałkanach była dziwna i przesadzona, a sam reżyser ją po prostu przeżył i nie musiał niczego ubarwniać. Tak było. Pierwsze filmy są może trochę naiwne, skromne, ale na ogół bardzo szczere. Tak jak polski Rezerwat czy Środa, czwartek rano albo chorwacki Zagrajcie jakąś miłosną piosenkę czy ukraiński Nad rzeką. Tak więc to nie był czas zmarnowany. A sam Pécs zawsze zadziwia mnie czystością (czego nie można powiedzieć o stolicy) i tym, co bym nazwała komunikacją miasta z ludźmi. Na skrzyżowaniach umocowane są zegary pokazujące ile jeszcze czasu zostało do zmiany świateł (i nie trzeba się denerwować), a na niektórych przystankach autobusowych – i to podobało mi się najbardziej – podawane są słowne komunikaty o tym, gdzie aktualnie znajduje się najbliższy autobus i kiedy podjedzie na dany przystanek. Mogłam tego słuchać do woli. Np.: autobus linii 30 odjechał już z przystanku Wiadukt i za 4 minuty podjedzie. To sią nazywa troska o pasażera. Pełny luksus! W drodze powrotnej patrzyłam jak wielu kierowców – jadąc przez piękną okolicę – wyrzuca z samochodu co popadnie. Ale to musieli być kierowcy z Budapesztu.

Kategoria: Wycieczka zawiera: no comments »

Łódź chce porzucić Camerimage

październik 8th, 2008 by Małgosia

Niepokojące wieści (np. w Rzeczpospolitej pt. Camerimage chce porzucić Łódź) ujrzały światło dzienne. Ten festiwal od jakiegoś czasu borykał się z łódzkimi włodarzami, a le teraz groźba opuszczenia mojego rodzinnego miasta wydaje się być poważna. Na podstawie tego, co mówi dyr. Marek Żydowicz miasto i region składają obietnice bez pokrycia, ale rozrośnięty festiwal nie mieści się już w granicah oferowanych obiektów. Ludzie, wreszcie ta prowincjonalna Łódź (boli mnie serece, ale tak jest) ma imprezę znaną na całym świecie, promowaną przez takie nazwiska jak David Lynch, a okazuje się, że nie ma na nią miejsca! Włos się jeży i siwieje! Podobno na ten festiwal czyhają Warszawa, Kraków (właśnie wzbogacił się o nowy festiwal filmów offowych – a jest ich w całej Polsce bez liku – z ogromnym wkładem miasta w główną nagrodę w wysokości 100 tys. euro) i Gdańsk, które mają i tak wiele własnych. Czy ta biedna Łódź już nigdy nie zacznie myśleć na miarę XXI wieku? W mieście, w którym jedna z najlepszych szkół filmowych na świecie kształci przyszłych autorów zdjęć miałoby nie być właśnie tego festiwalu? Gdyby władze miasta oddały ten smakowity kąsek walkowerem, to będę musiała podjąć jakieś kroki protestacyjne. Nic konkretnego nie obiecuję, bo może jednak miejscowi politycy zadrżą przed gniewem ludu oraz o swoje stołki i Camerimage i jego nagrody – pozostaną w Łodzi.

lodz-1.jpg

Kategoria: Yes, comment zawiera: no comments »

Gulasz z turula

październik 6th, 2008 by Małgosia

Wreszcie i ja przeczytałam książkę Krzysztofa Vargi Gulasz z turula. Piszę wreszcie, bo spora część znajomych już ma to za sobą. Przeczytałam szybko, połykając zapiski Krzyśka, ale niebawem wrócę w nieco wolniejszym tempie. Najdziwniejsze jest to, że kiedy byłam w Gdyni, to Grzesiek poprosił mnie o kupienie tej książki. Nie wiedziałam, w jaki sposób wpadł na to. Rozwiązanie było proste, acz zaskakujące. Otóż moja teściowa usłyszała o tej książce w węgierskim radiu i uznała, że i moje dziecko, i mój mąż powinni się z Gulaszem poznać. To się nazywa dobrze zrobiona audycja! Ta książka powinna być lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy chcą pozostać na Węgrzech. W szybkim tempie przybliży im prawdziwe oblicze tego kraju, co ja – i większość podobnych mnie Polek – poznawało powoli, z biegiem lat. Często nie umiałam sobie sformułować tego, co Krzysiek napisał z taką łatwością. I jakim pięknym językiem! Z niektórymi uwagami mogę się nie zgadzać, do innych zaś mogę dopowiedzieć własne historie, ale zasadniczo ja też tak samo postrzegam ten kraj i jego obywateli. A piszę o tym dzisiaj, bo właśnie mamy 6 października, na Węgrzech Dzień Żałoby Narodowej (po egzekucji przywódców Wisony Ludów) i przypomniałam sobie o tym węgierskim smutku i melancholii (coś mi się wydaje, że od teraz często będę patrzyła na tutejszą rzeczywistość przez pryzmat Gulaszu). Do pewnych fragmentów będę się powoli dopisywała, ale w tej chwili książka jest u ludzi, i o to chodzi.

gulasz.jpg

Kategoria: Blog zawiera: no comments »

Odezwały się nożyce

październik 2nd, 2008 by Małgosia

Nie mam zwyczaju komentowania prasy, ale tym razem muszę zrobić wyjątek. W ostatnim kwartalniku Głos Polonii ukazał się sążnisty materiał napisany przez wiecznego obserwatora i komantatora życia polonijnego na Węgrzech. Znam człowieka od kilku dobrych lat i aż mi się wierzyć nie chce, że nadal odczuwa przyjemność w pisaniu: z żalem, z ubolewaniem, działania frakcyjne, wspólne kłopoty, problemy, itp. w kontekście naszego środowiska. Starym zwyczajem nasz Autor przydługi wstęp poświęca głównie chłostaniu samorządów wszelkiego stopnia, ale głównie wyższego. Podejrzewam, że może cierpieć na przymus czarnowidztwa, bo od lat nie zostawia na nich suchej nitki, podpierając się rozległą znajomością przepisów, i ustaw. Nikt nie mówi, że jest idealnie (jest to po prostu niemożliwe), ale czy na prawdę nie ma powodów do dobrego samopoczucia i odrobiny satysfakcji? Złe decyzje i nieodpowiedni decydenci zdarzają się przecież wszędzie (wystarczy posłuchać Dziennika na Węgrzech lub w Polsce). Czy jednak ciągłe dołowanie przyspieszy tak oczekiwaną poprawę sytuacji. A na czym to ona ma polegać? Otóż nasz Autor łamie ręce nad rozbijaniem Polonii, niespójnością i ogólnie mówiąc różnorodnością. Ja osobiście uważam jednak, że wielką rzeczą jest to, iż jesteśmy różni i mamy odmienne zainteresowania i potrzeby, a ich tolerownie i pielęgnowanie to prawdziwa lekcja demokracji. Mieliśmy już w historii jedną słuszną linię. (Tamte czasy – chcąc nie chcąc – przypominają niektóre sformułowania naszego Autora: być ostoją, zwarcie szeregów, itp.) I co? Nie sprawdziło się, bo jest to po prostu niemożliwe. Dlatego też – dopóki są chętni – potrzebne są i wyjazdy do Zakopanego lub do wód, i bale oraz festyny, i konferencje, wystawy czy zawody sportowe, a także akademie ku czci i składanie wieńców. Tak, to wszytko nas wzbogaca, łączy i zachęca, żeby być i trwać razem, w naszej polskości. Niech powstają nowe organizacje skoro jest na nie popyt i nie doszukujmy się w każdej z nich zdrady i pogłębiania podziałów lub groźnych zapędów ludzi czekających na wejście na świecznik. To błędne rozumowanie, bo nawet dziecko wie, że praca dla innych to poświęcanie własnego czasu i energii. Gdyby w tych najstarszych ugrupowaniach byli tacy chętni, to dzisiaj nie mieliby kłopotów z dialogiem ze zwykłymi ludźmi; również z młodzieżą i inteligencją. I tu dochodzimy do dość bolesnego momentu: Autor ubolewa nad zniknięciem inteligencji polonijnej, która powinna być inspiratorem działań. Pragnę go uspokoić, że inteligencja jest, istnieje, ma się dobrze, a ponieważ niektórzy działacze upatrywali w niej zagrożenie dla siebie, to skutecznie udało im się zrazić ją do przestarzałych i niereformowalnych struktur. I nie ma co owijać w bawełnę. Inteligencja to nie zawsze tzw. działacze. To baza, przy pomocy której i dla której warto pracować. Trzeba tylko umieć się wsłuchać w to, co ta inteligencja ma do powiedzenia. Dlatego też, nie znajdując dla siebie miejsca w świecie pielęgnującym martyrologię i mitologię przeszłości, tworzą się nowe organizacje. I jak najbardziej błędne i szkodliwe jest stwierdzenie, że nowe organizacje nie są alternatywą dla istniejących od dawna stowarzyszeń, a ich powstawanie pogłębia tylko istniejące podziały (…). Łatwo jest tłumaczyć swoje niepowodzenia nieobecnością innych. Nikt nie lubi być traktowany przedmiotowo, a kiedy ma odmienne zdanie np. na temat akademii z okazji to spotyka sią z wrącz publicznym poteępieniem.Możnaby tu przeanalizować jeszcze wiele z tez zwartych w artykule naszego Autora, ale przecież nie o to chodzi. Przytoczę jeszcze jedną myśl z tego przydługiego wywodu, z którą się po części zgadzam: „(…) poważnym błędem w dotychczasowej pracy samorządu jest to, że nie zainspirował on powstania jakiegoś pozytywnego w węgierskiej rzeczywistości programu czy strategicznego projektu dotyczącego polityki, głównych celów i zadań dla całej polskiej mniejszości (…)”. Uważam, że teraz powinien nastąpić autentyczny dialog i debta, do której – mam nadzieję – i powyższe słowa się przyczynią. Trzeba skończyć z polowaniami na czarownice i zająć sią tym, co każdy potrafi najlepiej. Już żałuję, że 11 października (wtedy odbędzie się seminarium w mieście Autora) będę w zupełnie innym miejscu na Węgrzech, bo chętnie bym zabrała głos. Tylko, że… chyba nie mam co liczyć na zaproszenie.

Kategoria: Apolonia W. zawiera: no comments »

Odchodzą bohaterowie

wrzesień 30th, 2008 by Małgosia

Odszedł Paul Newman – jeden z bohaterów mojej młodości. Prasa zastanawia się, który aktor z duetu Newman-Redford był przystojniejszy. ja nie mam tych wątpliwości: niezaprzeczalnie Newman. Żądło oglądałam niezliczoną ilość razy; po obejrzeniu Butch Cassidy i Sandance Kid – mimo fatalnego zakończenia – sądziłam, że ci aktorzy są wieczni. Są, ale już tylko w rolach, które mogli zagrać. Cóż, komunikatów dotyczącym moich „bohaterów” będzie z pewnością coraz więcej, bo jak mówi moja Mama: biorą z naszej półki. jakby nie patrzeć, jest mi po prostu smutno. 

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Gdynia 2008

wrzesień 25th, 2008 by Małgosia

I już kolejny festiwal filmowy za nami. Tegoroczna Gdynia była mokra i chłodna, ale nie nudna. Programów dodatkowych jest coraz więcej, często miałam kłopoty z wyborem. Bardzo atrakcyjnie zapowiadał się blok czeski, ale na to już zabrakło czasu. Priorytetem były filmy konkursowe, a że informacje od znajomych były dość sprzeczne, chciałam na własne oczy zobaczyć jak najwięcej. Zauważyłam, że każdego roku jest jakiś element, motyw powtarzający się w większości filmów. W ub. roku były dzieci i pogodne zakończenia filmów a w tym roku motyw śmierci. Bez wnikania w szczegóły podobały mi się: Cztery noce z Anną, 33 sceny z życia, Boisko bezdomnych i (jednak czeski) Bracia Karamazow. Bez bólu obejrzałam Małą Moskwę, Rysę, Senność, Jeszcze nie wieczór i Drzazgi. Reszta niech pozostanie milczeniem. W tym roku wyjątkowo piękna była muzyka w filmach, i jak zwykle wspaniali są nasi aktorzy.Jeżeli chodzi o nagrody, to polskie media poświęcają im nadzwyczaj dużo miejsca, bo werdykt jury był faktycznie zaskakujący. Zasadniczo nagród jest bardzo dużo, zupełnie jakby jury chciało obdarować wszystkich znajomych Królika, żeby nikt nie poczuł się urażony. Ale do głowy by mi nie przyszło, że nagrodę główną zgarnie Mała Moskwa. (Najbardziej w tym filmie zastanawia mnie postać radzieckiego oficera, pilota myśliwca, który z niebiańskim spokojem toleruje romans żony i narodziny nie swojego dziecka. Taki przystojny, a taki naiwnie dziecinny!) Ale Gdynia to nie tylko filmy. To także wspaniałe morze – nawet jak leje i jest zimno, to znajomi i nowopoznani, ciekawi ludzie, to wreszcie okazja do obserwacji tego całego targowiska próżności, które co roku obnosi się po bulwarach oraz na gali rozdania nagród. Ale – jak zwykle – najmniej jest radości z polskich filmów i ich sukcesów.

ciekawe zdjęcia znajdziecie na stronie: http://www.kfp.com.pl/

Kategoria: Świat zawiera: 1 comment »

Koniec wakacji

wrzesień 25th, 2008 by Małgosia

Najbardziej lubię koniec lata. Ciepłe ale nie upalne dni, żółto i zielono, już bez tłumów. Cieszę się bardzo, że kilka dni mogłam spędzić u znajomych nad Balatonen, a dokładnie w Dörgicse. Cudowna, malownicza wieś, jak zresztą całe pogórze na północ od Balatonu. Ta okolica ma coś w sobie z uroku Toskanii i na dodatek jest tak blisko. Było pięknie i w dobrym towarzystwie. Mojej przyjaciółce mogłam pokazać moje ulubione zakątki i mogłyśmy nagadać się bez ograniczeń. I nic nie musiałam. Tak więc nawet kilka dni, może dodać energii na długie miesiące.

dorgicse-1.jpgbalatonfured-1.jpgfelvidek-1.jpg

Kategoria: Wycieczka zawiera: no comments »

Słodko-gorzki sierpień

wrzesień 15th, 2008 by Małgosia

Kilka dni temu – a zbiegło się to z rocznicą naszego ślubowania i podróży do Trójmiasta – włączyłam sobie do sprzątania kasetę, którą przechowywał Tata z I Przeglądu Piosenki Prawdziwej z 1981 roku w Gdańsku. Jacy wszyscy byli promienni, zaangażowani i odważni. Cieszyli się nową wolnością nie przeczuwając nadchodzącego odwetu władzy komunistycznej. Teksty mądre, proste, czytelne dla każdego a przy tym głębokie i pisane na wielkim wydechu. Z ulgą, że wreszcie można. Przywołane w tej atmosferze wspomnienia sprawiły mi wiele radości; nawet upiekłam nasze ulubione ciasto (jabłusznik). Kilka dni później rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. Arena sporów, złośliwości, itp. Straszne. Nigdy sobie nie wyobrażałam, że może zaistnieć taka sytuacja. Nie wierzyłam oczom i uszom, a jednak… I jest mi przykro, że mój najpiękniejszy czas podróży poślubnej do Stoczni Gdańskiej jest rozszarpywany na kawałki. Znowu mija kilka dni i czytam o aferze wokół projektu filmu o Westerplatte i o tym, że w konkursie na film o Solidarności nie wybrano laureata, którego pomysł możnaby skierować do produkcji. Czyżby tak trudna i skomplikowana była nasza historia? Czy może tak trudno jest nam ją zinterpretować i zrozumieć? Ja z pewnością nie rozumiem tej historii; tu i teraz.
W „tamtych” dniach powstała Piosenka dla córki Krzysztofa Kasprzyka, a w niej takie słowa:
Nie mam teraz czasu dla Ciebie
nie widziała Cię długo matka
jeszcze trochę poczekaj dorośnij
opowiemy Ci o tych wypadkach.
 Czy tak ma wyglądać ta opowieść?

Kategoria: Blog, Yes, comment zawiera: no comments »

Toskania forever

sierpień 26th, 2008 by Małgosia

W Polityce przeczytałam impresje Krystyny Jandy na temat Toskanii, w których maluje swoje zafascynowanie tym miejscem. A robi to w cyklu „Lato w dobrym towarzystwie”, czyli znaniludzie polecają swoje ulubione miejsca. Mnie aktorka nie musi przekonywać do tego magicznego zakątka Ziemi. Pod wszystkim (za wyjątkiem miejsca, którego jeszcze nie znam) podpisuję się wszystkimi łapami. Jak nigdy, przez skórę czuję i widzę obrazy, o których wspomina. Jeden krótki cytyt: „Kiedy patrzę na ten krajobraz, na kolory, na morze, kiedy otula mnie to powietrze, zapach, dźwięki, czuję tkliwość, topnieję, cichnę, jestem na swoim miejscu. (…) Gdziekolwiek się tu pojedzie, na cokolwiek zagapi, będzie miło.” Ostatnio myśl o Toskanii chodzi za mną jak wierny pies. Czuję, że muszą tam pojechać. Dla podtrzymania obrazu, który noszę w sobie od kilku lat. Ale jak narazie mogę tylko powspominać poprzedni pobyt i… planować następny.

toskana-m-451.jpgTo jest droga wytyczona na kacu.

toskana-m-031.jpg Ja i wspaniała Volterra.     toskana-m-431.jpg Moi chłopcy. 


toskana-m-oliwka1.jpgMoja ukochana oliwka.

 toskana-m-radda1.jpg
Taki zwykły sobie widoczek.


toskana-m-siena1.jpgŻywa natura, Sienna.

Kategoria: Wycieczka zawiera: 1 comment »

Wielcy ludzie

sierpień 18th, 2008 by Małgosia

Roman Polański ma 75 lat i uśmiech urwisa z wielką mądrością życiową w tle. Bardzo zabójcza ale i cudowna mieszanka. Kilka lat temu miałam okazję zamienić z nim  parę słów, co prawda w dość oficjalnych warunkach, ale wrażenie, jakbym znała go od wieków pozostało.  przyjechał do Budapesztu z okazji pokazu „Pianisty” i na pytanie, jaki będzie jego następny film odpowiedział z błyskiem w oku: – „Oliver Twist”, prezent dla moich dzieci, no i dla… mnie. Przecież każdy mężczyzna do końca życia pozostaje w jakimś stopniu małym chłopcem. Cudownie jest być młodym, wewnętrzenie!  Do końca! 

k_polanski-mafilm.jpg

Kategoria: Świat zawiera: 1 comment »