Gdynia 2009

wrzesień 23rd, 2009 by Małgosia

I znowu festiwal w Gdyni mamy za sobą. Tym razem pogoda była boska, coraz więcej znajomych i dużo oglądania. Nawet hotel był w porządku, a szczególnie śniadania. Filmów było tak dużo, że wielu nie udało mi się zobaczyć. A podobno szczególnie mocna była konkurencja w kinie niezależnym. Bezsprzecznie najbardziej podobał mi się film Rewers (oraz jego reżyser, debiutant Borys Lankosz), który miałam szczęście zobaczyć jako pierwszy, i każdy następny mierzyłam według niego. Dużo przyjemności dał Wszystko, co kocham Jacka Borcucha, Wojna polsko-ruska Xawerego Żuławskiego, Galerianki Katarzyny Rosłaniec. Trudne i bolesne tematy pojawiły się w Domu złym, Świnkach i Enenie. Były filmy z dużym, ale niewykorzystanym potencjałem, jak Operacja Dunaj czy Ostatnia akcja. Ale były też rozczarowania: Janosik, Moja krew czy Nigdy nie mów nigdy. Wspaniała była wystawa poświęcona Romanowi Polańskiemu, którą przygotowali wspaniali kuratorzy z Muzeum Kinematografii oraz spotkania z kolegami z innych krajów. A cała oprawa festiwalu, jak zwykle. I mało czasu na inne rozrywki, ale w końcu zadanie polegało na oglądaniu filmów. Podobno w przyszłym roku festiwal odbędzie się w maju i pod nowym kierownictwem. Ciekawe, co jeszcze nowego nas spotka…

gdynia-roman-i-my1.JPG
Roman, Ania, Czarek i ja.

gdynia-przyjaciel.JPG
Grażyna, Ania, Czarek, Marlena, ja i Agnieszka.

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

game over bis…

sierpień 13th, 2009 by Małgosia

W zasadzie nie jestem skora do obchodzenia rocznic, tym bardziej tych upamiętniających porażki i klęski, ale tym razem sytuacja ma charakter bardziej nostalgiczny niż rocznicowy. Otóż właśnie 10 lat temu (a dokładniej w kwietniu 1999 r.) nowowybrany OSMP postanowił zmienić oblicze miesięcznika „PW” i zrezygnować ze współpracy z dotychczasową redakcją, której miałam przyjemność być członkiem. Możnaby powiedzieć, że cóż, każdy widzi inaczej potrzeby polonijne i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Owszem, tylko należałoby oczekiwać chociażby jakiejś konstruktywnej rozmowy i ochoty do zawarcia kompromisu. Cytat z artykułu wstępnego z nr 40 „PW”: Pod przykrywką bardziej ekonomicznych rozwiązań ustanowiono menedżera pisma w postaci jakiejś spółki z o.o. i ustami jej przedstawicielki postawiono nam (rekacji, przyp.) szereg zarzutów, m.in. że wykreowana struktura pisma jest nieodpowiednia, jego szata graficzna i łamanie są nienowoczesne, a przekłady na język węgierski nie zawsze adekwatne. Warto przypomnieć, że koncepcja pisma została wypracowana wspólnie przez całą redakcję i po przygotowaniu numeru próbnego zaakceptowana przez Fundację ds. Mniejszości Narodowych i Etnicznych na Węgrzech, kóra zapewnia finansowanie pisma w przedstawionym kształcie. Dodajmy jeszcze, że rok temu pisma mniejszości były analizowane przez niezależny ośrodek studiów społecznych TARKI, którego ocena wypadła jak najbardziej pozytywnie, co jest udokumentowane w archiwach OSMP. W maju 1998 r. na Forum Mediów Polonijnych również uzyskaliśmy wysokie notowania wśród prasy polonijnej na świecie.
Do żadnej konstruktywnej rozmowy jednak wtedy nie doszło (nawet podczas spotkania Rady ds. Mediów), bo po prawdzie, chyba nie o  to chodziło. Redakcja w całości zrezygnowała z pracy, choć miała jeszcze wielki potencjał. Późniejsze losy gazety były różne, ale jak ostatnimi laty było widać, wyszła na dobrą drogę. Ciekawe jest to, że po tak długim czasie jeden z priorytetów ówczesnej redakcji, żeby tylko minimalna ilość materiału była w języku węgierskim, bo przecież jest to jedyne formu pisania i czytania w naszym języku ojczystym na Węgrzech, doczekał się pełnej aprobaty, wręcz nakazu, ze strony władz węgierskich. I bardzo dobrze! Jeżeli ktoś przechowuje w zakamarkach stare numery PW to szczerze polecam numer 40. W całości.
10-lat-pw-1.JPG
PS.
Podobno przytoczona wyżej sytuacja przytafiła się ponownie (może szczegóły są inne). Jednak historia nie tylko lubi, ale uwielbia się powtarzać.
10-lat-pw-2.JPG

Kategoria: Apolonia W. zawiera: no comments »

To lubię

sierpień 4th, 2009 by Małgosia

Bardzo lubię miasto rankiem. Każde miasto. Kiedy budzi się ze snu i szykuje do nowego dnia. Mieszkańcy otwierają sklepy, myją i sprzątają ulice, szykują stoliki w kawiarnianych ogródkach. A poranni turyści, w spokoju odkrywają ciekawe zakątki, próbują zlokalizować na mapie gdzie właśnie się znajdują i gotowi są do przeżycia kolejnej przygody. W powietrzu czuć taką dziwną wspólnotę, żeby wyszło jak najlepiej. Szczególnie latem, kiedy poranne słońce jeszcze nie doskwiera, ten czas jest taki fajny. Z wielką przyjemnością idę ulicami do pracy i też odczuwam, że przynależę do tego miasta. Zresztą podobnie czułam się i w Londynie, i w Paryżu czy Madrycie. Chyba na całym świecie to szykowanie się, z uśmiechem na ustach, jest właściwie takie samo.

park-1-11.JPG   plac-boh-2-11.JPG  plac-boh-3-11.JPG
Poranny park Városliget i plac Bohaterów.

 opera-1-11.JPG  nagymezo-3-11.JPG   nagymezo-4-11.JPG
Okolice Opery i ulicy Nagymező, moje ulubione.

budka-1-11.JPG
A to jest budka na końcowmy przystanku trolejbusu nr 70, gdzie można kupić starej daty (ale nie starego wypieku), pyszne ciastka i bułeczki u takiej starszej pani, która pracuje tu już od 12 lat. Sprzdaje też miniaturowe buteleczki z palinką i jak głosi kartka na oknie: nie można ich spożywać przy budce. Ale przy okienku piętrzy sią stos pustych buteleczek, a więc…

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Bardzo wielka Brytania – 3

lipiec 14th, 2009 by Małgosia

Londyn. Podeszliśmy do sprawo zawodowo: po części z panem, po części improwizując. I wyszło nam to na dobre. Każdego dnia obieraliśmy na cel inne rejony i w ten sposób, mniej więcej, mamy jako takie pojęcie. Obiecałam, że nie bądę zamieszczać widokówek, a więc tylko ciekawostki i przyjemności. Przede wszystkim hotel: w bardzo dobrym punkcie, za cenę do wytrzymania, ale jak przypuszczałam w drodze z dworca Wiktoria, coś musiało być na rzeczy. I było: czwarte piętro bez windy, za to ze stromymi schodami. Ale, co tam. Prowadzili go Chińczycy, którzy mówili gorzej po angielsku ode mnie i to mi dodawało otuchy. A w pobliżu był Hyde Park i Oxford street i wszędzie blisko.

londyn-hotel-1.JPG Dwa okna na 4 piętrze to nasz apartament.

Miejsca, w których czuliśmy się szczególnie dobrze to Nottind Hill oraz Camden, czyli targowiska, mieszanina kultur i pełno sympatycznych ludzi. Ale także klimat, jedzenie, zapachy i kolory.

nothing-hill-1.JPG    londyn-camden-5.JPG   londyn-camden-6.JPG 
Notting Hill, wiadomo, a Camden, po pożarze na terenie dawnych stajni, jest cudownie odbudowywany.
A skoro już wspomniałam o jedzeniu, to wreszcie spotkaliśmy się z obecnością naszych rodaków.
camden-polskie-jadlo-1.JPG  fish-and-chips-11.JPG
Pierogi z bigosem, a dla równowagi angielska ryba z frytkami. Mniam!

Wizyty w muzeum były głównie z powodu okropnego upału. Ale warto było.
londyn-muzeum-01.JPG   londyn-muzeum-02.JPG   londyn-muzeum-03.JPG
W Muzeum Nauki, którego tego dnia obchodziło swoje 100 urodziny przywitał nas mały zespół grający kawałki Deep Purple, a w Muzem Natury olbrzymi wieloryb oraz historia powstania Ziemi, i to było najciekawsze. W British Muzeum byłam tak padnięta, że tylko Grzesiek zachował honor i obszedł je sam.

Kilka zdjęć z naszej wyprawy:
londyn-kobietom.JPG Pomnik kobiet z czasów II wojny, który mnie za każdym razem wzrusza.
londyn-dali-caly.JPG   londyn-1.JPG  docklands-02.JPG
London Eye, czyli diabelskie koło do oglądania panoramy, zbitek różnej architektury oraz wspaniale pomyślana nowa dzielnica biznesowa Docklands. Wszystko nad brzegiem Tamizy. Czyli jednak najbardziej ciągnęło nas do wody.

londyn-lofty-1.JPG Lofty, czyli mieszkania (apartamenty) nad Tamizą, po drugiej stronie Tower, która kosztują tyle, że…

londyn-pianino.JPG   londyn-oxford-street-1.JPG   londyn-tower-1.JPG
W mieście było ustawionych kilkanaście pianin (w ramach festiwalu), na których każdy mógł sobie pograć. I ludzie z tego korzystali, a zabawy było co niemiara. Na jednym z nich wisiała informacja: O godzinie 23.00 przyjdzie dziewczyna, która zamknie pianino. Prosimy jej nie bić, ona tylko wykonuje swój obowiązek.  Dachy autobusów na Oxford street oraz ślad, że jednego dnia jednak trochę popadało.

londyn-sniadanie-1.JPG Angielskie śniadanie (podane przez przemiłą polską kelnerkę). Tego nie mogliśmy sobie odmówić i chyba mogłabym polubić, tylko bez tej okropnej kiełbasy.

londyn-the-end1.JPG Koniec naszej wyprawy. Zaraz wsiadamy do samoltu. Czyści, zadowoleni i gotowi do powrotu.

Kategoria: Wycieczka zawiera: no comments »

Bardzo wielka Brytania – 2

lipiec 13th, 2009 by Małgosia

Myślałam, że obejdzie się bez pocztówek z podróży, ale jednak szkoda by było tych kilka zdjęć zachować tylko dla siebie. To są fotki na zupełnym luzie z Wantage, Oxfordu i Cambrigde.

wantage-miasto.JPG  oxford-taxi.JPG  
Wantage city           ulubiona taksówka Sylwi

cambrigde-most-1.JPG    cambrigde-rzeka-cam-1.JPG
Rzeka Cam, na której kilku śmiałków stara się udowodnić, że potrafią sterować łódkami i most matematyków, kiedyś wykonany bez jednego gwoździa, ale dzisiaj już trzeba było mu pomóc.

cambrigde-zegar-11.JPG Bardzo nowoczesny element krajobrazu Cambrigde: robal napędzający czas. Bardzo to widowiskowe.

Kategoria: Wycieczka zawiera: 1 comment »

Bardzo wielka Brytania – 1

lipiec 9th, 2009 by Małgosia

Na udany urlop składa się wiele czynników. Ale najważniejsze jest dobre towarzystwo. Właśnie spotkało mnie takie szczęście i razem z Grześkiem pojechaliśmy do Anglii. W naszej podróży mieliśmy szczęście do wspaniałych ludzi i fajnych miejsc. Wyprawę zaczęliśmy od odwiedzenia Sylwii i Dawida w Wantage. Kto by przypuszczał, że to małe miasteczko okaże się jednym z najfajniejszych miejsc, w jakich byliśmy. A właśnie tak było. Ale przede wszystkim wspaniali byli nasi gospodarze. Mieszkają w domu z zaczarowanym ogrodem, pełnym zakamarków i kolejnych odsłon oraz tajemniczym lustrem.

   wantage-lustro-1.JPG     wantage-ogrod-01.JPG

W ogrodzie, pełnym ciekawych roślin, jest nawet scena.

wantage-ogrod-06.JPG     wantage-ogrod-08.JPG

Podczas naszej wycieczki do Oxfordu najdzielniejszy był mały Dawid. To prawdziwy, wytrwały i dobrze wychowany bohater.

oxford-kingsgarden.JPG

Ale czas biegnie nieubłaganie i musieliśmy pożegnać gościnne Wantage oraz naszych przyjaciół, i wyruszyliśmy do Cambrigde. (Jak do tej pory to bardzo „naukowy” wyjazd.) Tutaj też skorzystaliśmy z gościny przemiłych znajomych, Karoliny i Radka, którzy mieszkają w Dry Drayton, a pracują w Cambrige. Najbardziej godnym zapamiętania okazał się przenośny kominek ogrodowy, który właściciele domu przywieźli na kółeczkach, żeby nam nie było zimno podczas kolacji w ogrodzie.

 dry-drayton-kominek-1.JPG     dry-drayton-1.JPG

Po krótkim odpoczynku w tych uroczych miejscach pojechaliśmy do Londynu. Cdn.

Kategoria: Wycieczka zawiera: 1 comment »

Mąż zaufania

czerwiec 3rd, 2009 by Małgosia

Właśnie teraz, 3 czerwca wieczorem mija 20 lat od dnia (wieczoru) kiedy szykowałam się, żeby nie zaspać na rano, na wybory. Pierwsze, prawie wolne. Po raz pierwszy – i jedyny – w życiu byłam na dodatek mężem zaufania z upoważnienia Solidarności.

 upowaznienie-21.JPG

Byłam tak podekscytowana, że nie mogłam spać, no i bałam się zaspać, bo musiałam stawić się o 5.30 na miejscu komisji wyborczej. Nie muszę mówić, że przyjechałam pierwsza i czekałam pod drzwiami dzisiejszego Instytutu Polskiego na resztę komisji. Mężów zaufania było więcej i moja służba trwała do godziny 12, a potem jeszcze trochę wiczorem. Ale to ja miałam zacząć ten dzień. Sama komisja też nie bardzo wiedziała, co ze mną zrobić. Siedziałam sobie na krzesełku, z boku i obserwowałam, żeby wszystko odbywało się zgodnie z przepisami.

ulotka-11.JPG
A działo się wiele. Głosowało bardzo wielu ludzi (m.in. zespół Lombard), a na ulicy trwała w najlepsze kampania wyborcza. Zaopatrzeniowiec komisji grzecznie zaprosił mnie na obiad, ale nieliśmy instrukcje, żeby się nie bratać za bardzo, więc wyjełam kanapki i termos i było jak na pikniku. Atmosfera była niezwykła i pełna majestatu, ale i radości. Wieczorem liczenie głosów i wszystko było jasne. tego dnia świat – także i mój – się zmienił. Nawet nie przeczuwałam jak bardzo. Po ogólnej euforii podczas spotkania mężów zaufania, po kilku dniach wyleciał z pracy. Jeszcze stary system postanowił mnie ukarać. No, coż. Widać tak musiało być, żeby dobrze sobie ten dzień zapamiętała. Dzisiaj bardzo często przychodzę do Instytutu i czasami wchodząc przypominam sobie tamte chwile. Moje życie ułożyło się inaczej, ale nabrało też większego sensu. Brałam udział w czymś ważnym. I teraz, kiedy trwają w Polsce spory, czy świątować w Krakowie, Gdańsku czy Warszawie z pewnością wielu ludzi po prostu, zwyczajnie przypomni sobie tamten dzień i odczuje tak jak ja, satysfakcję.

ulotka-31.JPG
I tak się stało!

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Kolejna strata

czerwiec 2nd, 2009 by Małgosia

Wczoraj wszystkie media podawały informację o katastrofie samolotu francuskich linii, który leciał na trasie z Brazylii do Francji. Daleka, obca, ale jednak frustrująca wiadomość. Bezosobowa. Jednak później zadzwonił Wojtek i powiedział, że na pokładzie tego właśnie samolotu był jego przyjaciel z rodziną, którego dobrze znam (znałam). I w jednej sekundzie ta anonimowa do tej pory informacja zaczęła mieć twarz, głos, gesty Józka i już stała mi się bliska, moja. Nie wiedziałam, że wyjechał w tak daleką podróż i dlatego było to zaskoczeniem ogromnym. Zaczęłam inaczej myśleć o tych pasażerach, w większości nieznanych mi, i ich ostatnich chwilach. Tak więc każda anonimowa informacja może w okamgnieniu przerodzić się w bliską, namacalną i niewiarygodną.

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Dzień Matki

czerwiec 2nd, 2009 by Małgosia

W tym roku na Dzień Matki udało mi sią pojechać do Łodzi. Jak to dobrze, że mam go z kim świętować! I dla kogo! Cały dzień był wspaniały pod każdym względem. Było i coś pożytecznego i niespodzianka i rozpieszczanie. Najlepiej udał się obiad we wspaniałej restauracji ze specjalnie dla nas przygotowanym stołem, udekorowanym cudownymi kwiatami oraz beztroskie zakupy, chociaż obie nie zbyt lubimy wydawać pieniądze. Tym razem poszłyśmy na całość. A wszystko to we wspaniałej scenerii odnowionej Manufaktury w Łodzi, która za każdym moim pobytem zadziwia kolejnym budynkiem lub placem. Tym razem obejrzałyśmy nowy budynek Muzeum Sztuki Współczesnej i nowego hotelu, na którego dachu zgrabnie usadowił się basen, co według mnie przeczy zasadom fizyki. Jednak to moje miasto potrafi być piękne, bo to, że mieszkają tam (lub mieszkali) wspaniali ludzie, to wiadomo od dawna.

manufaktura-1.JPG
hotel z basenem na dachu

manufaktura-2.JPG
coraz więcej ogródków

manufaktura-3.JPG
Mama na placu głównym

manufaktura-4.JPG
Czysty Zachód!

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Zadymiarze

maj 11th, 2009 by Małgosia

Do kolekcji awantur III Rzeczpospolitej można dołączyć nową: kto, gdzie, z kim i bez kogo ma świętować 20 rocznicę wolnych wyborów 4 czerwca. Nowe jest apropos, ale sprawa stara: nasze elity są tak skąócone, że nie ma szansy nawet na jeden dzień odejścia od zapiekłości. Bezpośredni konflikt dotyczy miejsca uroczystości, czyli placu przed stocznią gdańską. Mówiąc szczerze, nie rozumiem, dlaczego ta rocznica właśnie musi być przypisana do tego miejsca. Co innego rocznice związane z Solidarnością, strajkami, podpisaniem porozumień gdańskich, które całemu światu, i chyba większości Polaków, nasuwają na myśl stocznię. Ale wynik wyborów, które były wynikiem okrągłego stołu były i są świętem wszystkich, którzy wtedy przyczynili sią do tamtego zwycięstwa. A do tego polityka bieżąca (kryzys, itp.) nakłada się cieniem na dzień, który powinien być wolny od sporów, strajków, demonstracji. Przy tamtych wyborach, 20 lat temu byłam mężem zaufania Solidarności wraz z tysiącami innych wolontariuszy i miałam poczucie, że biorę udział w czymś ważnym i wrącz epokowym. I chociaż byłam miałym pionkiem, to dzisiaj patrzę na to wywłaszczanie z wielkim niesmakiem. Dlatego też samam sobie poświętuję i powspominam ten czas, kiedy wydawało mi się, że po wolnych wyborach świat będzie piękniejszy, a dzisiejsi zadymiarze nie mają prawa mi tego popsuć.

w-samo-poludnie.jpg

Kategoria: Yes, comment zawiera: no comments »