To lubię
Bardzo lubię miasto rankiem. Każde miasto. Kiedy budzi się ze snu i szykuje do nowego dnia. Mieszkańcy otwierają sklepy, myją i sprzątają ulice, szykują stoliki w kawiarnianych ogródkach. A poranni turyści, w spokoju odkrywają ciekawe zakątki, próbują zlokalizować na mapie gdzie właśnie się znajdują i gotowi są do przeżycia kolejnej przygody. W powietrzu czuć taką dziwną wspólnotę, żeby wyszło jak najlepiej. Szczególnie latem, kiedy poranne słońce jeszcze nie doskwiera, ten czas jest taki fajny. Z wielką przyjemnością idę ulicami do pracy i też odczuwam, że przynależę do tego miasta. Zresztą podobnie czułam się i w Londynie, i w Paryżu czy Madrycie. Chyba na całym świecie to szykowanie się, z uśmiechem na ustach, jest właściwie takie samo.
Poranny park Városliget i plac Bohaterów.
Okolice Opery i ulicy Nagymező, moje ulubione.
A to jest budka na końcowmy przystanku trolejbusu nr 70, gdzie można kupić starej daty (ale nie starego wypieku), pyszne ciastka i bułeczki u takiej starszej pani, która pracuje tu już od 12 lat. Sprzdaje też miniaturowe buteleczki z palinką i jak głosi kartka na oknie: nie można ich spożywać przy budce. Ale przy okienku piętrzy sią stos pustych buteleczek, a więc…
Kategoria: Gosia