Gra miejska – odsłona I.

czerwiec 19th, 2011 by Małgosia

PoloniaNova po raz kolejny pokazała, jak doskonałe potrafi wyczuć potrzebę chwili, wykorzystać swoje możliwości i zorganizować coś ciekawego dla każdej generacji, edukacyjnego i pożytecznego oraz integrującego środowisko. Tym razem była to Gra miejska, czyli mówiąc archaicznym językiem podchody w mieście z określoną trasą i poszukiwaniem naszych, polskich punktów na mapie węgierskiej stolicy. Chętnych w każdym wieku i z różną wiedzą było bardzo wielu, a ich zaangażowanie było bezgraniczne, bo i nagrody oferowano nie byle jakie. Organizatorzy zapenili wspaniałe zaplecze (mapy, koszulki organizacyjne, wyszynk, rekwizyty, itd.) i pozotało tylko odnaleźć odpowiednie miesca w ograniczonym czasie. Wszyscy przeżyli i szczęśliwe dotarli do mety, choć okazało się to nie lada wyzwaniem. W tym samym bowiem czasie odbywała się Parada równości, a także kontrmanifestwacja. Poruszanie sią po mieście było w związku z tym ograniczone przez dziarskich policjantów, którzy po prostu zamknęli całe śródmieście blokadami i pozostawali nieugięci na prośby przepuszczenia przez kordony. (Wspmnienie, jak za lat 80.) Uczestnicy jdnak nie dali sią i zakończenie całej imprezy było wspaniałe: dom tańca poprowadziła wspaniała węgierska kapela Téka, która wycisnęła z nas ostatnie poty, ale było warto. Teraz pozostaje czekać na kolejną odsłonę i poznanie kolejnych miejsc związanych z polską obecnością i nowych znajomych. Wielkie dzięki za wyśmienity pomysł!

gra-miejska-ala-1.JPG  gra-miejska-ja-1.JPG
Dwie damy z Syrenką, która na jedne dzień przenisła się do Budapesztu

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

MocArt w Miskolcu

czerwiec 19th, 2011 by Małgosia

Budapeszt ma jednak fantastyczne położenie. W zasadzie wszędzie jest blisko, albo prawie blisko. Można wybrać się na wystawę lub spektakl do Wiednia, na obiad do Bratysławy, koncert lub film do Pragi, na premierę lub zakupy do Krakowa (wszystko to sprawdziłam), a ostatnio nawet na koncert do Miskolca. Właśnie w ostani piątek wybrałyśmy się w trójkę na występ Grupy MocArta w ramach Festiwalu Operowego w Miskolcu. Muzyków tych znam z drugiej ręki, ale co na własne oczy, to na własne oczy. I miałam rację. Ubawiłam się pierwszorzędnie, i to z kilku powodów. Przede wszystkim są to bardzo profesjonalni muzycy klasyczni, których słuchać można na okrągło, a do tego mają wielkie uzdolnienia sceniczne i ogromne poczucie humoru. I to nie tego prywmitywnego, głupiego, lecz inteligentnego. I wcale nie jest prawdą, jak powiadają niektórzy, że to taka rozrywka dla miernoty. Każdego, to tak twierdzi wyzywam na udeptaną zimie! Po drugie, jedna z nas w ogóle tej grupy nie znała i miło było patrzeć na jej zadowolenie z odkrywania nowego. A po trzecie bezcenne są babskie rozmowy (w sumie 4 godziny w samochodzie) o świecie, życiu i całej reszcie. Tak więc wyjazd był ze wszech miar udany, a gdyby udało się powtórzyć ten koncert w Budapeszcie, to byłoby wręcz pysznie. I to nie tylko dla mnie!

mocart-miskolc-1-1.JPG

Kategoria: Wycieczka zawiera: no comments »

… i po Gdyni 2011

czerwiec 13th, 2011 by Małgosia

Nasz rodzimy festiwal filmowy przeszedł lifting (jeszcze nie operację plastyczną w całości), co przyniosło fajne i miłe dla gości efekty. I tu ukłony dla nowego szefa artystycznego, Michała Chacińskiego, że zdecydował się na selekcję, dzięki której uniknęliśmy oglądania filmów po trosze żenujących, a dostaliśmy najlepszy wybór z karty. Wybór odważny, świeży i prawdziwie festiwalowy. Oczywiście kwestią subiektywną jest ocena tych filmów, ale oglądało się je z przyjemnością. Nie było co prawda filmu wybitnego, ktűry wbija w fotel, a niektóre – jak zwykle zresztą – wymagałyby wyjaśnień dla widzów z zagranicy, ale mam swoich faworytów. (Tegoroczne międzynarodowe jury także postawiło raczej na obrazy uniwersalne, i takie nagradzało.) Moi faworyci (kolejność nie ma znaczenia) to Wymyk, Młyn i krzyż, Róża, Czarny czwartek i Kret. Każdy inny w treści i formie, ale mają to coś. Tegoroczna Gdynia to także wydarzenia towarzyszące, m.in. panel poświęcony kinematografii węgierskiej (Węgrzy byli gościem honorowym festiwalu) z udziałem reżyserów i producentów, którzy długo i zawile tłumaczyli obecną sytuację w tutejszym filmie, ale i tak trudno to zrozumieć. A także wyjątkowy pokaz nowego filmu Agnieszki Holland. To zupełnie inna klasa, i dlatego filmu warto było pojechać do Gdyni. A świat wkrótce zauważy wspaniałego aktora o imieniu Robert, ale nie De Niro, tylko Więckiewicz. Nie kwestionuję decyzji jury (ostatnio każdego roku nagrody budziały spore kontrowersje), bo po pierwsze o gustach się nie dyskutuje, po drugie – jak już wspomniałam – jury było międzynarodwe i nagradzało filmy czytelne także poza Polską, a po trzecie i tak to nie zmieni mojego zdania. A skutkiem globalizacji jest fakt, że jedną z nagród na polskim festiwalu otrzymał z rąk Argentynki, człomkini jury reżyser norweski. Taki mamy świat!

gdynia-ekipa-rozy.JPG    gdynia-widok-z-okna.JPG

Kategoria: Gosia, Świat zawiera: no comments »

Wanted!

czerwiec 2nd, 2011 by Małgosia

Jak wiadomo wszystkie Ryśki to fajne chłopaki. Ale niektóre lubią się zawieruszyć i trzeba wezwać pomocy, żeby wróciły na właścice miejsce. Tacy już są. W Łodzi jeden niesforny Rysiek poszedł w długą i tyle go widzieli, a biedna właścicielka (zakładam, że to może być tylko kobieta, choć Sawicki) robi wszystko, żeby jednak wrócił na kolację w rodzinne pielesze.
rysiek.JPG

Kategoria: Gosia, Świat zawiera: no comments »

Wałęsa górą!

czerwiec 1st, 2011 by Małgosia

Budapeszt doczeka się w tym roku nowych obywateli honorowych. Aż 16 postaci walczy o ten tytuł, a wśród nich 2 obcokrajowców: Lech Wałęsa i Elvis Presley. Jak narazie w tej konkurencji prowadzi nasz były prezydent.
Zresztą to nie koniec ukłonów w kierunku Polski. W węgierskiej stolicy zadecydowano bowiem, że nazwa placu Republiki zostanie zmieniona na na plac Jana Pawła II, a jedna z ulic będzie nosić imię księdza Jerzego Popiełuszki. 
Zagłosuj i ty na naszego Prezydenta: http://index.hu/belfold/budapest/2011/05/24/valasszon_on_is_diszpolgart

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Wypasiona świnka

maj 20th, 2011 by Małgosia

Wypasiona, ponieważ bogata z domu. No bo która świnia może sobie pozwolić na dreptanie po wybiegu w karakułach? Właśnie węgierska mangalica. Tym razem miałam z nimi spotkanie bliskiego stopnia w Gödöllő. Nie sądziłam, że są aż tak agresywne i zaczepne. Może z wyglądu przypominają trzodę domową, ale duchem pozostały w lesie, jak dziki. Niektóre mają jasne karakuły, inne ciemne. A małe warhlaki jeszcze sobie na futro nie zasłużyły. I jak po takie wycieczce usiąść do kotleta?
A w ogóle cały dzień miał hasło: Dzień ekstremalny. Dla mnie to były mangalice właśnie.

mangalica-ojciec.JPG
stary mangalic – ojciec, przywódca stada
mangalica-male.JPG
 przyszłe kabanoski

Kategoria: Wycieczka zawiera: no comments »

JP II – trzy refleksje

kwiecień 29th, 2011 by Małgosia

Refleksja 1.
Był rok 1979. Pierwsza pielgrzymka JP II do Polski i moja pirwsza piekgrzymka z Pragi na Krakowskie Przedmieście. Droga przez Warszawę w ogromnej grupie młodych ludzi na spotkanie kogoś nadzwyczajnego i całonocne czuwanie na ulicy. A potem to niesamowite uczucie, to wydrzenie, które wcześniej nie miało prawa się wydarzyć: msza z Papieżem i poczucie absolutenje wolności przez kilka godzin w otoczeniu tysięcy milicjantów.

Refleksja 2.
Wizyta JP II w Budapeszcie. Wybrałam się z Grzesiem, nie mając nadziei, że w ogóle dostaniemy się w pobliże placu Bohaterów. Ale udało nam się na chwilę zatrzymać na ulicy Andrassy i wtedy przejeżdżający obok pojazd zatrzymał się na chwilę. I Papież uśmiechnął się do nas i pomachał, jakby tylko nam. I ten uśmiech wystarczył za wszystko.

Refleksja 3.
Podobno Papież powiedział kiedyś: Jeżeli ktoś nauczy się języka węgierskiego już przez ten sam fakt dostanie się do raju…
pluta-1.jpg

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Bajki Apolonii – 1.

kwiecień 28th, 2011 by Małgosia

Mały misio, którego rodzice poszli szukać odpowiedniego miejsca na zimę, samotnie przemierzał w las, sam nie wiedząc w jakim idzie kierunku. Zobaczyła go mądra sowa i zapytała:
– A dlaczego jesteś taki smutno, mały misiaczku?
– Bo jestem sam, i nie ma się z kim bawić.
– A czy nie masz przyjaciół? – zainteresowała się sowa.
– A kto to są przyjaciele? – odparł misiek.
– Przyjaciele to ci, na których zawsze możesz liczyć, a szczególnie kiedy jest ci smutno lub masz kłopot albo zadanie do rozwiązania. Wtedy przyjaciele pomagają i nie pytają, co z tego będą mieli. Po prostu zależy im na twoim szczęściu. Jeżeli ich nie masz, to rozejrzyj się dookoła, może kogoś takiego spotkasz.
Misiek ruszył w drogę, rozglądając się z zaciekawieniem. Sam nie wiedział, jak poznać przyjaciela.Nagle zza krzaczka wyskikał zając i pyta:
– A dokąd to tak maszerujesz?
– Idę poszukać przyjaciół, bo jestem bardzo samotny.
– A czy pójdziesz daleko? – spytał zajączek.
– Mam nadzieję, że nie i że kogoś szybko znajdę, bo mnie będą bolały nóżki.
– Skoro nie idziesz daleko, a nie dobrze się maszeruje samemu, to czy mogę iść z tobą? Zawsze mogę ci w czymś pomóc.
– Oczywiście, odparł misio i ruszyli w dalszą drogę. Po jakimś czasie wyturlał się z trawy jeżyk.
– A gdzie tak raźno maszerujecie? – zapytał.
– Idę szukać przyjaciół, żeby nie być samotnym strapionym misiem. – odparł niedźwiadek.
– A czy mogę iść z wami? Mam kolce i silne łapki, mogę się do czegoś przydać – zaoferował jeżyk.
I poszli dalej razem. Po jakimś czasie napotkali małego dzika, który też do nich dołączył. Teraz było im już wesoło i mimo, że dopiero co się poznali, było im ze sobą dobrze. Ale mały misiek ciągle nie znajdywał przyjaciół. Pod wieczór, kiedy zmęczeni dotarli do szerokiej polany, postanowili odpocząć. Nagle przyleciała mądra sowa i zapytała:
– Powiedz misiaku, czy znalazłeś przyjaciół?
– Jeszcze nie – odparł misiek – ale z pomocą zająca, jeżyka i dzika mam taką nadzieję.
– Oj, ty głupiutki niedźwiadku – uśmiechnęła się mądra sowa. – Nawet nie zauważyłeś, że masz przy sobie trzech wspaniałych przyjaciół. To właśnie zając, jeżyk i dzik, na których możesz polegać, stali się twoimi przyjaciółmi. Zdecydowali się iść z tobą na dobre i na złe, nie pytali, czy to daleko, czy blisko, i wiesz, że możesz na nich liczyć. Przyjaciół poznaje się w lot i warto im zaufać. A wtedy życie jest weselsze i łatwiejsze.
O tej pory misiek całe dnie spędzał z nowymi przyjaciółmi i wszyscy byli szczęśliwi.

Kategoria: Apolonia W. zawiera: no comments »

Polski plakat w ataku

kwiecień 17th, 2011 by Małgosia

Niezwykle przyjemnie jest promować coś, do czego ma się 1000% przekonania. Taki jest polski plakat. W ostatnich dwóch tygodniach Budapeszt przyjął dówch wspaniałych polskich twórców: Ryszarda Kajzera w Instytucie Polski i Władysława Plutę w BKF (szkoła wyższa, w której Pluta miał zajęcia). I znowu okazało się, jaką potęgą stoi nasza sztuka plakatu. A jednocześnie była to kolejna okazja do cudownych spotkań polskich i węgierskich twórców. Osobiście jest wielką fanką i plakatu i tych spotkań. I to właśnie jest umacnianie naszych kontaktów na najwyższym poziomie. Wiele można mówić i podawać można liczne przykłady przyjaźni naszych nacji, ale w tym kręgu to jest najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem. Nie ma wątpliwości, że dzieje się tak przede wszystkim za sprawą bezgranicznego zaangażowania Krzyśka Duckiego. To on przyciąga jak magnez i Węgrów, i Polaków. I chwała mu za to.
Relacja z wernisażu w IP i tego, co było dalej: http://www.magyarplakat.hu/pages/news/newsDetails-hu_HU.php?id=17

zerkaj11.jpg  

zerkaj-wernisaz-1.JPG   zerkaj-wernisaz-2.JPG
Mili goście w IP.

Kategoria: Gosia, Świat zawiera: no comments »

Praga w kwietniu

kwiecień 13th, 2011 by Małgosia

Początek kwietnia. Pojechałam do Pragi na zakończenie festiwalu filmowego. I oczywiście na spotkanie ze znajomymi. Po raz pierwszy nie było tradycyjnego zwiedzania podstawowych atrakcji. Tym razem rozkoszowałam się Pragą poza zasięgiem tabunów turystów (co wcale nie jest łatwe). Chodziłyśmy sobie z Krystyną po jej okolicach, byłyśmy na cmentarzu, na rynki, i Nowym Świecie. I oczywiście sam festiwal. Zobaczyłam jak można robić coś fajnego bez wielkiego zadęcia, w bezpośrednim kontakcie z zaproszonymi gośćmi i  twórcami, a nawet panią prezydentową. Do tego potrzebny jest tylko jeden, jedyny warunke: trzeba być Czechem. (A swoją drogą, to ciekawi mnie, czy Czesi czują swój wspaniały dystans do życia i ludzi, czy to tylko refleksja osoby z zagranicy). Radość dopełniła się, kiedy Dagmara Havlova ogłosiła, że: and the winner is… Marcin Wrona za film Chrzest.  Marcin podziękował pięknie, mówiąc, że ta nagroda jest wyjątkowa, ponieważ przyznaje ją najbardziej chyba demokratyczne juty na świecie. (Jurorzy wybierani są przez internet spośród zwykąych ludzi w przedziale wiekowym 17-77 lat). Faktycznie, jeżeli weźmiemy to pod uwagę, to tym bardziej cioeszy, że zdecydowali się uhonorować trudny filmy. Zresztą na ten temat rozwinęła się na przyjęciu dość ostra dyskusja z udziałem miłych Polek i reżysera. Miałam też możliwość obejrzenia filmu The way back (Niepokonani) i poznania reżysera Petera Weira przy stoliku pana Havla w Lucernie. Mądry, skromny, miły Australijczyk, który obdarował świat wspaniałymi emocjami (Pikinik pod Wiszącą Skałą, Stowarzyszenie umarłych poetów czy chociażby Świadek).
Tak więc wrażeń cała moc, i kilka refleksji: po pierwsze Praga nie jest daleko, po drugie jest fascynująca w każdym zakątku (zobaczyłam muzem Frantiska Bilka, i było to duże przeżycie), po trzecie energia świata tkwi w ludziach i ich wzajemnego stosunku. Czasami warto pojechać 600 km, żeby poznać osobę, która okazuje się być w danym momencie naszego życia, bardzo nam potrzebna.

wiosna-w-pradze-2011.JPG     lucerna-ok-1.JPG

Kategoria: Wycieczka zawiera: no comments »