I znowu Gdynia, II.

lipiec 6th, 2010 by Małgosia

Do mojej relacji z tegorocznej Gdyni doskonale wpisuje się wywiad (zupełnie, jakby to właśnie była brakująca część całości) w Przemkiem Wojcieszkiem i Pawłem Salą, autorami dwóch, wysoko ocenionych przeze mnie filmów. Koniecznie przeczytajcie: http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=67023&klik=zobtakze

matka-teresa-1.jpg       made-in-poland-1.jpg

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Kapitał zaufania

lipiec 6th, 2010 by Małgosia

W Tygodniku Powszechnym Jan Olbrycht, poseł do Parlamentu Europejskiego: mamy ogromny kapitał – doświadczenie Solidarności. Ale musimy pamiętać, że jej fenomen związany był z wzajemnym zaufaniem środowisk robotniczych i inteligencji.
Wszystko się zgadza, tylko ja bym dodała, że mamy także doświadcznie z lat późniejszych, po-solidarnościowych, którymi aż tak chwalić się nie ma co. Może raczej z tego doświadcznia należałoby wyciągnąć wnioski. A co do fenomenu zaufania, to istotnie, był to wybryk na skalę światową. Dzisiaj powoli wszyscy zapomną co to słowo w ogóle znaczy, i o to dba wspólnie zarówno jedno, jak i drugie środowisko.

Kategoria: Okruszki zawiera: no comments »

Dlaczego warto się „stowarzyszać”.

lipiec 4th, 2010 by Małgosia

Wiadomo, że jak się jest bardzo młodym, to się o tym nie myśli, bo na szczęście ma się inne rzeczy na głowie. Wraz z upływem czasu zaczynamy stawać się niewidoczni, przezroczyści, niewidzialni. Najpierw na ulicy; nikt – no, chyba, że ktpś, kto ma zły wzrok – nie zauważa twojego istnienia. A potem to się przenosi dalej. Kino, teatr, sąsiedzi, praca a nawet rodzina zaczyna traktować cię, jakbyś nosiła czapkę niewidkę. Podejrzewam, że zawsze tak było i nadal będzie, i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. I właśnie wtedy, postanawiasz być widzialna, choćby dla niewielu. Szczególnie takich, którzy mają podobne do twoich upodobania, namiętności, przyzwyczajenia, itp. I postanawiasz się stowarzyszyć z innymi niewidzialnymi, ale dla ciebie ważnymi, i tobie potrzebnymi osobnikami. Jeżeli masz szczęście, to znajdziesz bez trudu coś dla siebie w ofercie już istniejącej. Jeżeli nie, to sama zaczynasz szukać możliwości stworzenia czegoś fajnego. I tak dochodzimy do stowarzyszania się, bo taka jest potrzeba. Dzisiaj możliwości jest wiele i to pod każdym względem. Można na sportowo, ludowo, muyzcznie, rękodzielnie, itd. Można też narodowościowo. No właśnie, i jeżeli już postanowimy zejść się pod takim wzglądem, to chcemy, żeby to było miłe i pożyteczne dla nas i dla innych. Dlaczego więc tak powszechna jest jest ciemna strona tego typu stowarzyszeń. (I to nie tylko polsko-polonijnych). Dlaczego psujemy sobie dobre samopoczucie jakimiś głupotami i utarczkami? Czy nie szkoda nam na to czasu? Przecież checym być razem z własnej i nieprzymuszonej woli. Czyżby podpowiadała nam ona, że najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu są waśnie i spory? I to mnie martwi najbardziej, bo wygląda, że i owszem.

Kategoria: Apolonia W. zawiera: no comments »

Wybory prezesa najliczniejszej, najstarszej… najpiękniejszej

czerwiec 21st, 2010 by Małgosia


Tak, właśnie prezesa, a nie nowych „władz”, ponieważ to właśnie wybór prezesa budzi zawsze największe emocje, i od tej osoby zależy najwięcej. Od tego, jakich współpracowników (a może tylko członków Zarządu) sobie dobierze.
Podczas sobotniego (12.06.) walnego w powietrzu czuć było atmosferę konfrontacji, niechęci, gotowości do ostrej, a nawet wręcz agresywnej riposty na każde, dopiero co zaczęte zdanie, bez względu na to, co autor chciał mieć na myśli. Dlatego też – dzięki aktywności kandydatów – frekwencja była największa w ostatnich 20 latach (wcześniej nie wiem, nie bywałam). Gdyby tak jeszcze ilość przechodziła w jakość… I nie mam tu zamiaru oceniać ludzi, a jedynie chodzi mi o ich autentyczne zainteresowanie sprawami publicznymi, oceną dotychczasowej władzy i planów na przyszłość. Właściwie to  – i nie jest to specjalność polonijna – większości jest wszystko jedno; zachować status quo to cel sam w sobie. Bo wyobraźmy sobie, że coś by się zmieniło na normalniejsze (nie lepsze lub gorsze). To na co możnaby narzekać i psioczyć? Kogo winić za grzechy popełnione i niepopełnione? Kogo krytykować za to, co zrobił i za to, czego nie?
Wybór nowego prezesa to nie wojna domowa, a ni też nie rewolucja. Żaden z kandydatów epokowych zmian nie głosi, ani nie popiera; zresztą po co. Raczej chodzi o rząd (a może rządek) dusz kilkudziesięciu, które służą za pretekst w pozyskiwaniu kolejnych środków, na kolejne „jajeczka”, koncerciki, itp. od węgierskiego (ale także i polskiego) państwa, które chętnie takie sprawy finansuje. 
Dzisiaj słychać głosy o napaściach, knuciach, atakach. Nie przypominam sobie, żeby dawniej w ogóle był taki temat lub żeby sytuacja była aż tak napięta. I w sumie, to nie bardzo wiadomo o co chodzi. Bo jeżeli kandydaci (w liczbie 2) z ponurymi minami obiecują i roztaczają świetlane perspektywy, dzięki własnemu poświęceniu „na rzecz”, co w tym jest takiego frapującego, żeby takim prezesem zostać? Człowiek się naharuje, nazaprasza artystów lub zorganizuje jakiś „wieczorek”, czasami nawet się rozliczy, a złe języki i tak obrobią go gdzie się da. To na czym polega ta satysfakcja?
A zresztą, o jakich wyborach tu mowa. Żaden z kandydatów nie pofatygował się, żeby mnie zachęcić do poparcia. Ani  nauka angielskiego dla dzieci (sic!), ani jednoczenie Polonii, ani kolejne, zalegające różne zakamarki wydawnictwa, ani sprzątanie sekretariatu (sic!!!) nie stanie się moją pasją. A o tym, co ludzi interesuje, to nikt nie chce słyszeć.
Zostaje mi tylko czekać na dożycie późnej starości i wtedy skorzystam (obym nie musiała, ale jednak gdyby tak się stało) z  pomocy socjalnej . A do tej pory….

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

I znowu Gdynia!

maj 31st, 2010 by Małgosia

Festiwal, tak jak zapowiadano, w nowym terminie ale pod starym kierownictwem (na szczęście), z nowymi atrakcjami. Jak zwykle masa filmów, mało czasu, żeby chociaż zajrzeć na inne projekcje (Panorama kina polskiego, kino niezależne, itp.), nowych znajomych mniej, ale częściej ze starymi. I jak zwykle ta cała pompa, która mnie raczej nie porywa, ale wydaje się niezbędna. Ale do rzeczy. W zeszłym roku zaczęłam oglądanie od najlepszego filmu (tak wyszło), a w tym roku wręcz odwrotnie i nawt po kilku projekcjach nie było lepiej. Dopiero w drugiej połowie festiwalu nadeszła nadzieja. Z werdyktem jury można się zgadzać lub nie, ale klamka zapadła. Mam wrażenie, że wysokie gremium było bardzo zachowawcze w swoich wyrokach. W moim osobistym rankingu do grupy tych najciekawszych filmów zaliczam Matkę Teresę od kotów, Made in Poland (po prostu lubię odmienność i odwagę Wojcieszka), Skrzydlate świnie, Chrzest, Wenecję. Dobrze oglądało się Różyczkę, Jutro będzie lepiej, Erratum, Cudowne lato, Joannę. A tych pozostałych niestety, nie wspomnę. Całość przedstawiała się dość przeciętnie, bez wybitnych osiągnięć, ale sporo było także żenujących filmów, które na etapie scenariusza musiały jeszcze coś w sobie mieć, skoro uzyskały dofinanswoanie PISF-u, ale potem coś się pochrzaniło. I wreszcie był to festiwal ról kobiecych. wspaniała była Kinga Preis, Agnieszka Grochowska, Helena Sujecka, Urszula Grabowska, Ewa Skibińska, Magdalena Cielecka i inne. Młodzi reżyserzy starają się pokazać świat według siebie, a starsi jakby powrócili do estetyki z lat 70-tych i 80-tych. Niektóre filmy były nieczytelne dla cudzoziemców, nie potrafiły mówić szerzej o sprawach z naszego polskiego grajdołka. Jak zauważyli moi węgierscy koledzy sporo seksu (coraz odważniejszego) i prawie zawsze motyw kościoła lub księdza, jako nieodzowny atrybut polskiej rzeczywistości. Trzeba by też znać polską historię, bo stosowane skróty wymagają większej wiedzy np. z zakresu II wojny światowej.
Ciekawa jestem, który z zaprezentowanych filmów zostanie wybrany na naszego reprezentanta do oscara. Oj, odpowiednia komisja bądzie miała trudny orzech do zgryzienia. Ale czy ten oscar jest aż tak ważny? Najważniejsze, żeby było na co pójść do kina i potem nie żałować wydanej kasy!

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Mój 10 kwietnia

kwiecień 17th, 2010 by Małgosia

Od tygodnia nie mogłam zebrać myśli i powrócić do minionej soboty, 10 kwietnia. Nie ma w naszym języku słów, które adekwatne byłyby do sytucji i opisały emocje, które towarzyszą człowiekowi po takiej tragedii. I nie jest ważne, czy kogoó lubliómy, czy nie, czy zgadzaliśmy się z kimś, czy wręcz odwrotnie. W takiej chwili nawet strata wroga jest nie do opisania.Wielokrotnie mówiłam, że mimo wszystko najbardziej żal mi kobiet, które były najbardziej wyjątkowymi i mądrymi w Polsce, które potrafiły dorównać mężczynom i znaleźć się w gronie tych, którzy decydują o losach naszego kraju.
Ale dla mnie 10 kwietnia na zawsze pozostanie dniem, w którym przed laty straciłam mojego brata, i nic już tego nie zmieni.
Zobaczcie www.ducki.org

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Dwa dania z turula

marzec 27th, 2010 by Małgosia

W minonym tygodniu, tego samego dnia wpadła mi w ręce recenzja książki Turulpörkölt pana László Vargi oraz wywiad w Przekroju z autorem, Krzysztofem Vargą. Wywiad z Krzysztof V. zbiegł się z wydaniem w Polsce jego kolejnej powieści Aleja Niepodległości, ale rozmowa dotyczy nie tylko tego tematu. Jest o człowieku w ogóle. I tak dowiadujemy się, że bardzo interesuje go temat śmierci, i że np jednym z jego ulubionych cmentarzy jest ten przy ul. Kerpesi (zresztą mój też); jest typem nieco depresyjnym, że towarzyszy mu poczucie ogólnej beznadziei i klęski. Jak sam mówi: Życie zawsze jest klęską, cokolwiek by się w nim zrobiło. Nie wiem, skąd mi się to bierze, może jakieś węgierskie geny tu działają, ale nieodmiennie towarzyszy mi poczucie potężnej melancholii. Przytoczę cytat dotyczący Turula:
Wróciłem z Budapesztu, gdzie ukazał się przekład „Gulasz…”, i bez fałszywej skromności – wielkim zaskoczeniem była dla mnie popularność tej książki, tłumy ludzi na spotkaniach autorskich, wywiady… (…) Węgrzy odnaleźli się w tej książce. Nikt wcześniej tak o nich nie pisał. Były talko podręczniki kucharskie albo przewodniki turystyczne. No i miałem wsządzie świetne recenzje, chociaż spodziewałem się raczej, że oskarżą mnie o czarny PR i szarganie narodowych świętości. Oczywiście w Internecie było dużo nieprzyjemności, ale media papierowe mówiły jednym głosem i był to głos miły dla mojego ucha.”
turul-porkolt.gif
I mamy to, co na Krzysztof Varga liczył: recenzję László Vargi, który dokładni sprostał ukrytym oczekiwaniom autora. Chętnie przytoczyłabym tu całą, ale nie mam tyle miejsca i nie widzę powodu. Jeden wyjątek: „Książka jest o Węgrach, dla Polaków. Nie jest ona jednak dowcipną karykaturą, a raczej nikogo i niczego nie oszczeędzającym szyderstwem. Zniesławia to co węgierskie, jest lekceważąca, cyniczna, nienawistna, godzi w honor, historię, świadomość i kulturę narodu. Autor tym się jeszcze upaja. Jest to w rezultacie ładnie opakowane piśmidło, w profesjonalny sposób zredagowane od strony treści oraz formy i sprytnie manipulujące czytelnikiem” itd., itd.
Mam wrażenie, że doskonałą okazją do skonfrontowania obu tych postwa i wyjaśnienia jakże dotkliwych kwestii mogłoby być spotkanie obu panów. Okazja ku temu się nadarzy, ponieważ Krzysztof Varga będzie w kwietniu w Budapeszcie na dłużej. Polecam ten pomysł panu László, a frekwencja będzie z pewnością wielka.

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Kobieto do rondla!

marzec 11th, 2010 by Małgosia

Pod koniec ubiegłego roku na zamówienie Reuters News przeprowadzono na świecie, w 24 krajach, ankietę, w której zbadano jaki procent ludności uważa, że „miejsce kobiety jest w domu”. No, i kto przoduje w rankingu, że jednak powinnyśmy zostać przy garach? Na pierwszym miejscu Indie (56% mężczyzn i 46% kobiet ma takie zdanie), Japonia (45% i 49%!), Chiny (39% i 27%) i Rosja, a zaraz po nich Węgry (40% i 28%). A Polacy? 22% naszych rodaków i 14 % rodaczek chętnie widziałoby kobiety przy pracach domowych. Jest to prawie dokładnie o połowę mniej niż nad Dunajem. Tak więc wyraźnie widać, że jednak wpływy azjatyckie odcisnęły się tutaj dość mocno i dalej dają znać o sobie. Dla porządku trzeba dodać, że bardziej liberalne od nas są społeczeństwa np. Belgii, Hiszpanii, Brazylii, Szwecji, a najbardziej Francji i Argentyny.

moj-bez-21.JPG
Bez z mojego ogródka.

Kategoria: Świat zawiera: no comments »

Szemle, szemle… i po szemle

luty 10th, 2010 by Małgosia

Skończył się festiwal filmów węgierskich. W tym roku obejrzałam kilka fabuł i mam bardzo mieszane uczucia. Nie chccąc nikogo skrzywdzić muszę przyznać, że węgierskie filmy nie zdały egzaminu. Na własne potrzeby uknułam sobie własną teorię, że kiedy filmy węgierskie są dobre, to polskie do niczego, i na odwrót. Teraz to polskie kino stoi mocno, a więc węgierskie kuleje. Najgorsze jest to, że wieje od niego ponuractwem i reżyserzy koniecznie chcą nam pokazać, że jest źle, jakbyśmy samie tego nie doświadczali. A przecież kino, nawet jeżeli porusza tematy poważne, złożone i trudne nie musi siać beznadziei. Na przykład taki film Vespa Diasny Groó. Fajni aktorzy, sympatyczna historia, można trzymać kciuki, żeby chłopakowi się powiodło, ale reżyserka nie daje głównemu bohaterowi szansy na minium radości. nawet jeżeli wiemy, że cygańskim dzieciom nie jest łatwo, to można było tę odrobinę szczęścia im zafundować. Dobrze się stało, że chłopakowi, który zagrał główną rolę przyznano odrębną nagrodę (oraz za muzykę).
filmszemle-2010-1.JPG

Główna nagroda przypadła Szabolcsowi Hadjdu za Bibliotheque Pascal, bajkę dla dorosłych; gdzie mimo wszystko na końcu widać światełko w tunelu. I za tym światełkiem tęsknią widzowie (i jury to dostrzegło). Nagrodę dostał także operator, na którego warto zwrócić uwagę, bo jeszcze nie jedno pokaże, András Nagy. I jeszcze nagroda juty studentów, a wąaściwie jej uzasadnienie: dla najbardziej filmowego filmu. I to prawda, ten film nie jest reportażem, telenowelą, felietonem interwencyjnym. To po prostu dobre kino.
filmszemle-2010-2.JPG

A przy okazji: od kilku miesięcy na ulicach Budapesztu na bilbordach reklamowane jest dvd z filmami Attili Janischa, w tym Ślad na śniegu (1991) z głównł rolą Mirosława Baki. Aż miło widzieć młodą twarz polskiego aktora obok Mari Töröcsik!
baka-2.JPG

Kategoria: Gosia zawiera: no comments »

Na dobry początek… Jancsó

luty 4th, 2010 by Małgosia

2 lutego 2010 zainaugurowano 41 Tydzień Filmu Węgierskiego. Nie będę się tutaj znęcać nad organizatorami za fatalny – według mnie – przebieg tego wydarzenia i narzekać na prawie godzinne czekanie, aż coś się zacznie i/lub ktoś z szacunku dla zebranych, coś wytłumaczy. Nie będę też po raz kolejny zastanawiać się nad spokojną akceptacją tego stanu przez Węgrów, bo też nie o to chodzi. Można wszystko zwalić na kryzys i mamy z głowy. Najważniejszy dla mnie moment to film Miklósa Jancsó (lat 88). Ta węgiersko-austriacko-polska koprodukcja „Szlag trafił sprawiedliwość” (Oda az igazság) otworzyła cały Przegląd Filmów Węgierskich. Do zrealizowania swojego najnowszego obrazu legenda europejskiego kina poprosiła rodzinę i przyjaciół, czyli właściwie czołówkę aktorów węgierskich i innych znajomych, m.in. Györgya Cserhalmiego, Zoltána Mucsiego, László Gálffiego, Lajosa Balázsovitsa a także Daniela Olbrychskiego i Andrzeja Nejmana. (Kobiet jak zwykle przed kamerą nie ma, ale na planie było ich wiele i wspomagały mistrza ze wszystkich sił.)

Fabuła filmu „Szlag trafił sprawiedliwość!” rozgrywa się w dobie Renesansu. Jancsó opowiada o trzech okresach życia władcy: walka o tron, sprawowanie i przekazanie władzy synowi oraz scheda po śmierci króla i niepewność losów korony. Reżyser umieścił co prawda akcję filmu w odległej historii ale jednocześnie daje widzowi jasne znaki, że chodzi jak najbardziej o współczesne problemy i dylematy władzy i z władzą. Trzeba tylko umieć je rozebrać z kostiumu i odczytać. Mimo, że nie wszystko zrozumiałam, to ogólne wrażenie mam oczywiste: Mistrz podsumował swoje dokonania, powrócił do estetyki i długich ujęć z młodych lat, dodał szczyptę ze swoich fars filmowych, namieszał i zostawił widza z tym bigosem. Kto lubi takie smaki, polubi i ten film. Natomiast warto odnotować, że po raz pierwszy w „tysiącletniej historii sympatii polsko-węgierskiej” z ekranu słyszymy po raz pierwszy – i to w wykonaniu naszego Kmicica – epokowy slogan: Polak, Węgier, dwa bratanki

visegrad-1-2009.JPG
Polska reprezentacja na planie: Daniel O., Grzegorz T. i Andrzej N.

Kategoria: Yes, comment zawiera: no comments »